WPADKA

OFICJALNIE OGŁASZAM, ŻE WESZŁAM NA  SZCZYT GÓRY 'GŁUPOTA'
USUNĘŁAM NA PROFILU GOOGLE CAŁY FOLDER ZE ZDJĘCIAMI Z TEGO BLOGA, WSKUTEK CZEGO SAMI WIDZICIE JAKI JEST TEGO WYNIK

NIE WIEM CO TERAZ ZROBIE
JAK MI SIĘ BĘDZIE CHCIAŁO ZNOWU BLOGOWAĆ, TO NAJWYŻEJ STWORZĘ NOWĄ STRONĘ

SORKA

If I lose myself


  Dawno mnie tu nie było, strasznie dużo się zmieniło. Wyłączyłam bloga, bo poczułam nagły strach, niepokój, nieogarnięcie. Z perspektywy czasu (chyba miesiąc albo dwa, no Paulina, rzeczywiście długo!!) myślę, że jestem głupia i nie wiem jeszcze jaka haha. Obawiam się jakichś idiotycznych rzeczy... przecież nie robię nic złego, bloguję, wylewam tu siebie. Nie rozumiem siebie i tego, co tak naprawdę we mnie siedzi. Jeśli ktoś wyśmiewałby mnie tylko dlatego, że mam bloga i piszę w internecie jakieś głupoty.... sam jest głupi. Ale to trochę szerszy temat, ostatnio wiele się dzieje, chciałabym to jakoś wylać z siebie, bo w prawdziwym świecie brak mi słów.... może wyjdzie ze mnie jakaś wena.
  W ogóle nie wiem jak i co w tym momencie piszę, od jakiegoś czasu strasznie pogorszyły się moje umiejętności pisarskie, mylą mi się słowa, powtarzam je, robię jakieś dziwne błędy językowe. Stres? Chyba nie. Od wtorku zaczynam pisać egzaminy, podchodzę do tego z totalnym luzem w dupie (pozderki dla Pana Ziobry hahaha). 
  Kurde, tak mnie natchnęło, żeby reaktywować to gówienko, co się zalęgło w zeszłe wakacje. Niedługo kolejne, czyżbym mogła już świętować pobicie rekordu jeśli chodzi o żywotność bloga? Jestem super. Zrobiłam kolejną rzecz, która do tej pory mi się nie udała. Przede mną kolejne wyzwania, między innymi zmiana szkoły. Nie wiem gdzie iść, mam dwie szkoły na oku, w tutejszym liceum nie mam zamiaru zostać. Pozostanie tu byłoby najgorszą decyzją w moim życiu, serio. Po liceum chciałabym ogarnąć niemiecki tak perfecto perfecto i wyjechać do Niemiec. Zawsze więcej pieniążków, a to w dzisiejszym świecie priorytet. Mam denne poglądy od jakiegoś czasu, ale taka prawda. 
  Ooooo, właśnie. Ostatni raz, jak tu pisałam, to byłam przed konkursami. Teraz już wiem, że z niemieckiego jestem tępa i nie zostałam nawet finalistą, haha! No ale z wosu mam tego finalistę, zabrakło mi chyba 4 punktów do laureata. PESZEK KURWA
  Cóż więcej mogę napisać? Chciałabym się rozwinąć. Tutaj też. Nagła motywacja, to chyba od tego, że słucham dzisiaj innej muzyki niż zazwyczaj, haha. Popowe remixy nie-popowych piosenek, czasami potrzebna jest taka odskocznia. W końcu nie samą ciężką muzyką człowiek żyje :D
  A no, Marsów przenieśli na 4 maja, nie jadę. Nigdy sobie tego nie wybaczę. Nigdy. No ale nie jestem pełnoletnia i to nie ja decyduję o sobie, uszanuję decyzję mamy, chociaż jak już będę miała lat osiemnaście zemszczę się niesamowicie i zrobię sobie mnóstwo tatuaży. Boże, jaki buntownik ze mnie. Czuję się jak dziecko pisząc tu takie rzeczy. W sumie jestem dzieckiem i zawsze nim będę. Trudno.
  Dobra, kończę. Nie mam nic więcej do przekazania. KŁAMIĘ. Odezwę się niedługo, jak nie zapomnę. Cya!



ZAPOMNIAŁABYM. MAM NOWY KOMPUTER I NIE MAM ZDJĘĆ DO WSTAWIANIA TUTAJ XD ALE O TYM KIEDY INDZIEJ XD

|DAY15-16| hehe




Ta zasada pisania jest bez sensu, serio. I tak się nie nauczę systematyczności. Od dzisiaj piszę, kiedy mi się tylko chce. Przerywam wyzwanie.
Albo nie, bo jest fajne. Nie wiem w sumie. Może bez zasad ale z zasadami? 100 dni, ale wyrwanych z kalendarza, nie po kolei. Ok. Niech tak będzie.
W sumie nie wiem jak będzie. YOLO.
Jutro jadę na konkurs, idę tylko na 1 lekcje, nie muszę się uczyć wzorów, sikam ze szczęścia, płacze, kisnę, umieram. Serio. Taka ulga. Jeszcze walnę 75% i będę mieć spokój z egzaminem z historii. Hehe. Chciałabym. Ale to nie takie łatwe, skoro się nie uczyłam wcale. Lipton.
Z niemieckiego też bym chciała, ale to nieosiągalne. Eh. Życie jest straszne! Założę zaraz depresyjnego tumblra, wezmę łyżkę i podetnę sobie nadgarstki. 
Boże, czuję się jakoś inaczej psychicznie. Tak bardziej pewnie, niezależenie, haha. Buntuję się.
Kurde, słucham tych starych piosenek Eneja od wczoraj i wspomnienia wracają. Jak na konkursie teatralnym z ukraińskiego w piątej klasie miałyśmy 'Pan Babilon' w tle jako przerywnik, gdy przygotowywałyśmy scenę. I pomyśleć, że to wszystko przed MBTM. Czuję się taka wyróżniona, bo znałam ten zespół przed ich tą całą sławą, tak, chwalę się, haha. Gdzie w szafce mam nawet autografy, które dostałyśmy od mamy jednego z chłopaków. Hehe. Wspomnienia są spoko.
Dobra, kończę, bo w sumie nie mam co opowiadać. Do następnego!

nieważne

|DAY12-14| powrót do żywych



Hejka. Nie pisałam z dwóch powodów- byłam chora, wskutek czego nie chciało mi się. W sumie dalej jestem chora, ale już jest lepiej. W piątek nie poszłam do szkoły, jej. Cieszę się, że jednak tak zdecydowałam, bo przynajmniej trochę się wygrzałam w łóżku. Nie mam co opowiadać, bo tak naprawdę nic nie robiłam przez te trzy dni. Jedynie w sobotę wyszłam na godzinny spacer, tak o, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza. No dobra, chciałbym, żeby tak było. Pewien osobnik wyciągnął mnie z domu, żebym mogła porobić mu kilka zdjęć. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie mój stan umysłowy, który nie pozwolił mi wyzwolić się twórczo- zdjęcia nie wychodziły, a po zrobieniu każdego musiałam chwytać za chusteczkę. Do tego wszystkiego doszło moje prawe-ślepe oko, z którym muszę chyba pojechać do okulisty. Nie wiem, co z nim jest- na lewe widzę idealnie, a prawe jakoś oślepło strasznie. Aż nienormalnie. 
No. Potem wróciłam do domu, wykąpałam się i do łóżka. Dzisiaj też leniwiec, chociaż zakładałam sobie w środku tygodnia, że będę się uczyć do konkursów. Oczywiście nic z tego nie wyszło, dalej jestem tępa i nie wiem po co tam jadę. Lipton.
Mam ochotę na bezy, o, 15:15. Zjadłabym też pizzę, taką z samym serem, mmm. Moje kubki smakowe domagają się rzeczy, których od dawna nie jadłam. Masakra.
Dobra, nie wiem co więcej pisać, muszę się zregenerować. Miłego!


niedorozwoje z ferii

|DAY10&11| sick






  Witajcie! Nie pisałam wczoraj, bo znowu mi się nie chciało. Przyznaję bez bicia, haha.
  Pisałam sprawdzian ze wzorów- jestem zadowolona! Uczyłam się od 22:40 do 1!  Pobiłam chyba rekord, od dawna na niczym mi tak nie zależało :D Jednak opłacało się, zrobiłam w sumie jeden błąd, bo zapomniałam dopisać kwadrat w jednostce przyspieszenia, no i chyba źle rozpisałam wat.Ale mimo wszystko udało mi się, pierwszą część zaliczyłam- mam nadzieję, że dostanę 5, ewentualnie 4. W następną środę kolejna część, a potem konkurs z wosu. W zasadzie nie wiem czy się uczyć, czy nie, bo bardziej zaczęło zależeć mi teraz na niemieckim. Gdybym zdobyła te 75% to nie musiałabym pisać egzaminów, więc z nauką byłoby mi łatwiej i mogłabym się skupić bardziej na innych przedmiotach. A tak to mam niemieckiego w tygodniu aż zanadto. Ciężkie życie. 
  Nawiązując do tematu- ostatnio w biedronce zauważyłam repetytorium z niemieckiego, więc dzisiaj chciałam iść i je zakupić, ale niestety już go nie było. Kupiłam zatem jedną książkę, którą chciałam już od dawna i drugą całkiem spontaniczne. Pierwsza to "Bóg nigdy nie mruga" Reginy Brett. Słyszałam tylko o "Jesteś cudem", ale ta książka też mnie zaciekawiła. Na pierwszy rzut oka zapowiada się pozytywnie, może coś z niej wyniosę.
  Druga natomiast to w sumie nie książka... Było mnóstwo "Zniszcz ten dziennik", ale stało się to tak oklepane, że odechciało mi się kupić. Moją uwagę przykuła jednak 'To nie książka". Jest ona chyba bardziej stworzona w celach artystycznych, niżeli destrukcyjnych, więc bardziej mi odpowiada. Nie planowałam jej zakupu, więc mam nadzieję, że się nie zawiodę. 
 Chciałam też kupić płyty One Republic i Lany, ale w ostatniej chwili się powstrzymałam, bo jest tam ten denerwujący slogan 'zagraniczna płyta, polska cena'. Całkiem psuje cały design okładek. Lipa jednym słowem.
 Nie wiem czy wspominałam... ale chyba nie. Byłam wczoraj w kościele na środzie popielcowej, tak po prostu udałam się tam z kolegą i koleżanką w czasie lekcji. Uratowaliśmy w ten sposób klasę od jedynek ze sprawdzianu- został przesunięty, bo zbyt dużo osób było nieobecnych :) Na nieszczęście piszemy go jutro, ale nie chce mi się uczyć. Wracając do tematu. Nie zmieniałam butów, w szkole noszę zwykłe trampki a poza glany, zmieniam je przed lekcjami. Postanowiłam akurat wtedy ich nie zmieniać, no bo po co. Przeszłam pół miasta- nic. Ale w kościele moje stopy cierpiały, podłoga była tak lodowata, że szkoda słów. Cała guma przemarzła, haha. Teraz żałuję za swoje grzechy, dosłownie xD Siedzę z zatkanym nosem i potwornym bólem gardła. Nie wiem czy iść jutro do szkoły, strasznie nie lubię zostawać w domu, kiedy wszyscy inni normalnie siedzą na lekcjach- czuję, że coś mnie omija. Jestem dziwna.
  Dobra, nie wiem co więcej mogę napisać. Chyba nic więcej się nie wydarzyło. 
  W takim razie do następnego!









|DAY7&8| ups




  Oj. Chyba teraz będzie tak częściej. Nie mam czasu. Znaczy mam czas, ale mam tyle do roboty, że nie wiem na co go przeznaczyć- kończy się na tym, że nie robię nic. To dołujące.
  A tak, wow. Nie było posta... wyświetlenia dzienne dalej na tym samym poziomie. Dobra, wchodzicie na bloga, ale dajcie jakiś znak życia, haha. Tak dziwnie mi się pisze- wiem, że inni to widzą, ale nie wiem, co o tym sądzą.
  Jeśli chodzi o szkołę, to dalej nie zrobiłam nic pozytywnego w kierunku nadchodzących sprawdzianów. Czuję taką niechęć do wszystkiego. Totalna deprecha, haha! Wszystko mnie denerwuje, dzisiaj w szkole nerwy puściły mi tak całkowicie. Znowu wf nie zbyt zachęcający do ćwiczenia, lekcja matematyki jak w psychiatryku.... A wydawało się, że wszystko może odbywać się normalnie. W każdym razie nie mogę doczekać się, aż w końcu pójdę do nowej szkoły. Ciągle ogarniają mnie wątpliwości, czy aby nie zostać w tej szkole dalej, ale trzyma mnie tu tylko garstka przyjaciół... Mam nowe ambicje dotyczące liceum, chciałabym zacząć chodzić na jakieś dodatkowe zajęcia, nie wiem, udoskonalić grę na gitarze, czy cokolwiek. Ostatnio rzadziej gram, chociaż miewam momenty, że siadam przed tym ekranem, szukam jakiejś tabulatury i brzdąkam tabami, bo na normalne granie nie mam totalnie ochoty.
  Będzie jakiś konkurs fotograficzny z biologii, w sumie czemu się nie zapisać, mam nawet już zdjęcia pasujące pod temat. Ale z drugiej strony mi się nie chce. Boże. Ale siedzi we mnie leń. Po prostu masakra.
  Nic mi się nie chce. Nic. Mogłabym leżeć w łóżku, oglądać seriale i pić herbatę. Jedyne, czego potrzeba mi do szczęścia. 
  Dobra, nie będę więcej pisać, bo mi się nie chce XD Haha. Liczę na Was. Nie ukrywajcie się, haha.
Dobranoc!


k o c h a m to zdjęcie

|DAY6| bla bla bla




Hejka! Dzisiaj będzie bardzo krótko, bo jestem zmęczona. Byłam w szkole na tym zebraniu, na szczęście moi rodzice nie poszli, haha. Obejrzałam występy- przynajmniej to mi urozmaiciło weekend. 
Jutro mam zamiar uczyć się wzorów na fizykę, mam nadzieję, że mi to wyjdzie.
Dobra. To tyle. Chciałam po prostu zaliczyć dzień, haha.
A no, dzisiaj walentynki tak btw. Ale to chyba każdy wie. Nie rozumiem dlaczego tak wiele osób narzeka na to święto, bo nie ma drugiej połówki. Ktoś na twitterze napisać dość mądrą myśl 'nie narzekaj, że jesteś sam w walentynki. niektórzy nie mają mamy w dzień matki albo taty w dzień ojca'.
No. Teraz to chyba tyle.
A, jeszcze co do nowego docinka TVD- Liz umarła, strasznie ryczałam. Cały odcinek zepsuli pocałunkiem Steroline. Nienawidzę ich jako pary, kocham jako przyjaciół. Caroline zamiast być z matką w chwili śmierci, wolała masować usta Stefana. ALE OK. 
DOBRA, TERAZ SERIO KONIEC. DOBRANOC!

pierwsze lepsze zdjęcie, akurat mój screen z simsów, haha. 
jak romantycznie, akurat się wpasowało do dzisiejszego święta XD
PS: Ten koleś to Malfoy, a laska to dziewczyna z mojego potterowskiego ff XDD


|DAY5| piątek 13



  WITAJCIE! NARESZCIE PIĄTEK! Co z tego, że trzynastego, ale piątek! W końcu odpocznę. Nie chcę dzisiaj zbyt dużo pisać, bo w sumie nie mam o czym i zbytnio mi się nie chce. Mam totalnego lenia. Jutro może się bardziej rozpisze, jak w końcu porządnie się wyśpię, bo od wczoraj jestem strasznie śpiąca- siedzenie do późna jednak mi nie służy, a nie jak sądziłam na początku tygodnia. 
  Jutro jest zebranie rodziców o 15, jadę do szkoły i ogarnę jak zrobili prezentację, bo będzie tam moje zdjęcia, uhg. Poza tym jedno już wisi na tablicy, masakra. Nawet tego nie skomentuję. 
  Hm. Co jeszcze? Nic więcej ciekawego się nie wydarzyło, oprócz tego, że przez to, że kupiłam wczoraj te słuchawki, słuchałam muzyki dosłownie od 7:30 do 13:00 (last.fm). Wpadłam totalnie. Szkoda tylko, że skończyło mi się miejsce na karcie pamięci, 300 piosenek to nie tak dużo. I to nie jest sarkazm, to naprawdę mało. Muszę kupić nową, bo przez spotify znalazłam tyle super muzyki, że no normalnie nie mogę. W sumie mogłabym mieć spotify na telefonie, ale mam cegiełkę, że tak powiem + pożarło by to strasznie dużo internetu.
  A tak kontynuując temat szkoły- uwielbiam kończyć o 13. Rzadko się to zdarza, ale z racji, że ostatnią mamy wychowawczą, a odrobiliśmy ją we wtorek z nowym wychowawcą- dzisiaj jej nie mieliśmy. Tak to wracam do domu zawsze przed albo po 17. Życie jest piękne.
  Dobra, miłego wieczoru i tak dalej! 

screen z jakiegoś vyrta, bo dziadu nagrał filmik promujący koncert w Polsce!
obejrzyjcie go, jest naprawdę.... słodki? XD




|DAY4| tłusty czwartek, mój pokój


PS: JUTRO KONCERT EDZIA ♥


  Witajcie w kolejnym dniu! Kurde, nie mam weny, haha. Musiałam się zatrzymać na chwilę, bo nie wiedziałam, piszę. Cóż. Ten dzień był w sumie normalny... po lekcjach pojechałam na zakupy. W końcu kupiłam sobie słuchawki, nie takie, jakie lubię, ale wolę mieć jakiekolwiek swoje, niż żebrać po innych. Kupiłam także pomadkę nawilżającą z nivea, vitamin shake. Przepięknie pachnie mieszanką malina&wiśnia! Moje usta były w okropnym stanie, skórka schodziła ze skórki, wczoraj nawet leciała mi z nich krew. Dzisiaj nałożyłam już tą pomadeczkę 3 raz, jest o wiele lepiej, serio. Hm.
 Kupiłam dzisiaj także kakao i danonki, z racji tego, że jest tłusty czwartek oczywiście. Zjadłam symbolicznie jednego pączka- szczerze, to już odzwyczaiłam się od cukru całkowicie, nawet nie miałam na niego ochoty. Mama upiekła pizzę na obiad, pyszności! Taki jeden dzień wolnego od rygoru się przyda, haha. Kurde, mam teraz taką ochotę na to kakao, że chyba zaraz pójdę sobie zrobić.
  Oglądałam z rodzicami meble i znalazłam super sofę. Szara z dwoma pomarańczowymi poduszkami i jedną wieeeelką z wydrukowanym jakimś miastem, i pomarańczowymi taksówkami. Śliczna jest, serio. Ale nie pasuje do tego, co planuję zrobić z pokojem po remoncie. W sumie czekam na remont już od kilku lat- podłoga w moim pokoju i drzwi swoją historią sięgają czasów powojennych. Jedyne co było zmieniane, to tapety i pomalowanie sufitu, który teraz nie wygląda najlepiej. Mimo wszystko uwielbiam swój pokój, ma ten niepowtarzalny klimat, jest tam cząstka mnie. Kocham moje plakaty na ścianach, stare meble i zabawki z dzieciństwa. Jest idealnie. No dobra. Czegoś mi brakuje. I tak czekam na remont, nie oszukujmy się, haha. Ostatni był przed moją komunią- końcówki tapet zazwyczaj zakleja się paskiem, posiadam taki, jednak jest w.... kwiatki, wzorki, drzewka, słoneczka i chmurki.... cały niebiesko-żółto-pomarańczowo-zielony. Do tego żółty sufit (nie pytajcie, haha). Najlepsze jest jednak to, że pod tą całą tapetą są jeszcze malunki, które zrobiła mi mama, gdy byłam mała. Wtedy ten pokój był w ogóle jak nie mój, białe ściany i fototapeta z wodospadem. Ale wiecie, coś w stylu lat 70-tych. Pamiętam, jak mama namalowała mi Kubusia Puchatka. Patrzę teraz na regał przy drzwiach. On tam nadal jest. A ja siedzę przy biurku, za którym znajduje się sarenka. Tyle pamiętam. Gdzieś jeszcze jest chyba księżyc. Wspomnienia. Kocham je, serio. Ciekawe, czy jest gdzieś jeszcze moja pierwsza napisana książka... przygody Kubusia Puchatka napisane przed jego portretem. Wszystko ładnie zasznurowane, z okładką i rysunkami w środku. Kurde no.
  Dobra, muszę lecieć. Jutro jest piątek, nareszcie! Miłego wieczoru!

Już tak bardzo nie tęsknie- jeszcze, hm.. 
troszeczkę ponad pół roku i będą jak te na zdjęciu, haha.

|DAY3| środa i z górki...


  Siemaneczko! Witam Was w ten jakże piękny wieczór. Mimo 3 z odpowiedzi z polskiego i 3 z kartkówki z fizyki jestem cały czas pełna energii. Co prawda dzisiaj jestem troszeczkę senna, w sumie sama nie wiem dlaczego. I kompletnie nie wiem o czym do Was pisać. Naprawdę. Pustka w głowie.
  Kurde, nie mogę doczekać się weekendu. Mam już dość szkoły, a to dopiero był 3 dzień.
  Jutro mam aż 3 polskie, nie wiem, jak je przetrzymam. Na jednym z nich piszemy rozprawkę z lektury. Co jeszcze... dzisiaj ponownie robili nam zdjęcia do prezentacji+na tablicę, bo na tamtych było niedobre tło...   Wyszłam brzydkooooooooo. Strasznie brzydko. Jak zwykle zresztą, haha.
  Dobra, nie będę się na siłę starać, haha. Kolorowych snów!




|DAY2| pozytywnie!

  



  Siemaneczko! Jejku, jak ten czasu szybko leci, dopiero co szłam dzisiaj spać haha. Kurde, mam super humor, naprawdę. Mieliśmy pisać jutro sprawdzian ze wzorów z całych trzech lat, oczywiście trzeba było się ich nauczyć- miałam na to całe dwa miesiące. Kiedy chciałam zacząć się uczyć? W ferie. Kiedy zaczęłam? Wcale. Tak więc jeśli chodzi o nauką fizyki- jest ze mną u mnie ciężko. Na szczęście pani zadzwoniła i przełożyła je na następny tydzień+ rozłożyła je na dwie części. Czy to nie cud?! Do tego na jutro mamy napisać referat, również na fizykę, co bardziej mi odpowiada, bo kocham pisać, haha. Świetnie się bawiłam układając te piękne, złożone zdania o silniku elektrycznym. No dobra, nie tak piękne. Najpierw napisałam na brudno małymi literami, tak pół kartki- myślę: będzie OK. Przepisuję na czysto... no i tu zonk. Bo zorientowałam się, że zostanie mi dużo miejsca, a minimum to cała kartka A4. I zaczęłam dopisywać spontanicznie, co tam wyczytałam... W każdym razie jestem zadowolona ze swojej pracy, przynajmniej nie mam żywcem ściągniętego z internetu. Liczę na 5! 
  No i wczoraj chyba wywróżyłam, bo dzisiaj w końcu poinformowali nas o wynikach z przyrodniczych. Miałam 21/30 punktów, także WOW, szczególnie, że poszło mi najlepiej w klasie. Jestem mega zadowolona. Szkoda tylko, że są to próbne egzaminy, a nie prawdziwe. Gdybym miała takie rezultaty na właściwym teście- MIODZIO :D
  Hm, co jeszcze. Dzień był w miarę udany, tak sądzę. Zrezygnowałam z dodatkowego niemieckiego, bo mam już go trochę dość. Jedna godzina w tygodni nie zając, nie ucieknie, haha. W poniedziałki mam dwa niemieckie rano, w środę jeden i w czwartek jeden. Do tego dodatkowy niemiecki we wtorki i środy. Plus od czasu do czasu przychodzę przed lekcjami. Wszystko dlatego, że jadę na konkurs kuratoryjny. Nie chciałam, serio nie chciałam, no ale przymus to przymus. Jadę jeszcze z wosu. Co prawda miałam się uczyć już od grudnia... ale nawet nie otworzyłam książki. Nieważne. Co będzie, to będzie. Patrzę na to z optymizmem. 
  Dobra, to chyba koniec na dzisiaj. Co więcej mogę napisać? Alert. Pytanie retoryczne.
  Cóż, dobranoc, miłego dnia w szkole i czego sobie tam życzycie!


Zapraszam Was na mojego aska i last.fm 




ale długie włoski, oho, to zdjęcie ma już rok.

#100 happy days |DAY1|

  Witajcie w tym jakże pięknym, poniedziałkowym wieczorze! Wczoraj oficjalnie zakończyłam ferie, więc dzisiejszego poranka musiałam wybrać się do szkoły. Nie byłam na to gotowa, dalej nie jestem na to gotowa. Potrzebuję jeszcze chwili przerwy, serio. Cały ten tydzień mamy zawalony sprawdzianami, a szczególnie jeśli chodzi o środę: klasówka z matematyki, wzory z 3 lat z fizyki, słówka z niemieckiego i coś na chemii :) Strasznie denerwuje mnie fakt, że niektórzy nauczyciele sądzą, że mamy tylko ich przedmiot do nauki. Najgorzej jest teraz, kiedy zbliżają się testy. Na szczęście ja aż tak wielkich problemów z nauką nie posiadam, pomijając moją niezdolność do zrozumienia najprostszego pojęcia z chemii i wkucia do głowy jakichkolwiek fizycznych wzorów. Wszystko inne mam pod kontrolą. Ostatnie próbne egzaminy z polskiego napisałam na 98%, matematyki 75%, niemiecki podst. 88% i rozsz. 54%. Wyników z przyrodniczych nie znam, bo testy zagubiły się gdzieś w szkole. Ale też chyba nie poszły mi źle- z tego, co dowiedziałam się na chemii, miałam jako jedna z dwóch osób 5/7 punktów akurat z tego przedmiotu, więc jestem pozytywnie zaskoczona.
  Wracając do tytułu posta- jak pewnie zauważyliście, postanowiłam rozpocząć serię 100 happy days. Będzie to polegać na tym, że postaram się codziennie wrzucić jakiś post- nieważne o czym. Mogą to być moje rozważania na dany temat, jakieś nowinki, tagi, poradniki. Mam dużo pomysłów, ale trochę mało motywacji do ich zrealizowania. Lubię blogować, ale ostatnio nie czerpię z tego satysfakcji. Niestety coś w głębi mnie ciągle zmusza mnie do przelewania siebie w jakąś formę, ukazania tego światu. 
  W każdym razie, zaczynając od dzisiaj, oficjalnie rozpoczynam serię 100 happy days, czyli 100 postów dzień po dniu. Moim pomysłem jest podsumowanie postu czymś pozytywnym, co sprawia mi radość. 
 Ostatnimi czasy jestem bardzo szczęśliwa i usatysfakcjonowana z mojej egzystencji, haha, jaki naukowy tekst :D (wowo, Paulina wstawiła emotikon inny niż uśmieszek).  Po prostu cieszę się wewnętrznie ze wszystkiego, mam ochotę skakać, cokolwiek. Endrofiny, endrofiny. Może to skutek zmiany mojej diety, czuję się o wiele lepiej niż na początku stycznia. W każdym razie muszę pojechać zrobić wyniki krwi- ostatni raz byłam w maju, więc już dawno temu. 
 To chyba koniec na dzisiaj, nie chcę wyczerpywać limitu słów, haha. Miłego wieczoru, w sumie mogę życzyć Wam już dobranoc! 





plany na najbliższą przyszłość

Jest 4:10 a ja zaczynam pisać ten post. Chcę Wam przekazać krótkie info, że jak zwykle postaram się pisać regularnie. Zabrało mnie na nocne rozkminy, tak więc postanowiłam od następnego tygodnia wstawiać w tygodniu minimum jeden post, może stworzę jakąś serię, w sumie mam nawet pomysły. Nie wiem jak to będzie. Nie myślę teraz świeżo, haha.
Cóż więcej mogę przekazać? Ferie mi się kończą, ubolewam, muszę się uczyć. Ale i tak tego nie robię. Pożałuję. Mam 3 klasówki w tym tygodniu, do tego wzory z fizyki z 3 lat. I kartkówki.
Ale damy rady. Jadziem pozytywnie.
Dobra, kolorowych snów! Może zsunę się już do łóżka. Zobaczę.
4:13, kończę. BRANOC! W sumie ranek.

boże boże bożenkooo

witajcie. znowu. ponownie. jejku, ale mi się chce śmiać. obiecywałam posty w listopadzie, jutro będzie już luty. założyłam nowego bloga, ale nie mogę tego tak zostawić, po prostu nie mogę. podoba mi się bardziej, bardziej też go lubię. kocham to miejsce. jest takie sentymentalne, chociaż istnieje tylko pół roku.
nie wiedziałam z czym do Was przyjść po takiej przerwie, dlatego postanowiłam napisać co leży mi na sercu. w sumie takie długie posty do czytania chyba są nudne- napiszcie mi co o tym myślicie. albo nie piszcie. w końcu to mój blog i będę pisać jak w danym momencie będzie mi się chciało. w końcu od tego są blogi, nie? to taki nasz mały kącik w sieci, taki maciupeńki, niezauważalny pośród miliarda, biliona czy łuj wie ilu danych. 
mam problem ze sobą. chcę pisać, czuję potrzebę dzielenia się sobą z innymi, ale jestem zbyt leniwa i brak mi motywacji, wskutek czego wszystko się we mnie zbiera, aż w końcu nadchodzi jakiś moment i po prostu pękam. jestem dziwna. chodzę po domu i mówię sama do siebie, co napisałabym w poście na blogu lub po prostu powiedziała nagrywając jakiś vlog. pokazuję sama dla siebie rzeczy, robię sama dla siebie tagi. jestem bardzo dziwna. boję się to wszystko wrzucić do sieci, mam jakąś blokadę. już dawno byłoby tu mnóstwo postów, gdyby mnie moje lenistwo i strach.
boże, tak bardzo polecam Wam album viva la vida by coldplay. kocham ich od dawna, ale dopiero niedawno doceniłam tą płytę.
KAROLINA CZARNECKA. boże, ludzie, to jest cudowna kobieta! ta jej płyta jest super, serio, nie mogę tego wyrazić słowami. teraz słucham placebo, ogólnie ostatnio otworzyłam się na zespoły i osoby, o których do tej pory tylko słyszałam.
i już mam pomysł na posty. muzyka. będę się dzielić muzyką. ale to było proste. jejku.
aż sama do siebie się uśmiechnęłam. dobra, dosyć tego. idę. jutro, muszę jutro coś tu dodać.... coś normalnego. jakaś tematyka, whatever. idę. idę. idę.
narazie!


żyję

  O cholercia. Dawno mnie tu nie było! Miałam napisać coś od dłuższego czasu, ale wciąż brakuje mi czasu. Naprawdę. Czas, to najbardziej intrygująca zagadka świata, jest cały czas, ale za każdym razem w końcu zaczyna go brakować. 
Ostatnio w moim życiu dużo się dzieje. Szczególnie w szkole. Muszę się Wam pochwalić, że przeszłam w konkursie kuratoryjnym do etapu wojewódzkiego z WOS'u i j. niemieckiego. Niby się cieszę, ale to oznacza 3x więcej nauki. Od środy codziennie rano przed lekcjami mamy spotykać się w ramach języka, więc nie będę miała czasu nawet spisać lekcji, haha. 
 W ciągu kilku tygodni mieliśmy kilkanaście prac klasowych, więc mieliśmy przysłowiowy... dobra, nie będę przeklinać chociaż tutaj.
 Próbuję obudzić sobie z powrotem chęci do czegokolwiek. Nie chce mi się nic robić, bo nie przynosi to efektów. Po prostu brak mi motywacji. Reaktywowałam tumblra. Jakoś idzie. Zaczynam znowu pisać opowiadanie/książkę. Napisałam ostatnio wiersz. Obcięłam paznokcie i gram na gitarze. Do świąt muszę się w końcu nauczyć F-Dura. 
 Nie mogę doczekać się stycznia, zacznę małe przygotowania do końca roku szkolnego. Zrobię sobie wtedy takie wow. Mam przynajmniej nadzieję.
JEJKU. Słucham Daughter i Soley, ale już mnie ciągną mnie do siebie tak jak w tamtym roku. Są po prostu zbyt subtelne. Mam ochotę na Blackout. I chyba go sobie puszczę. 


 Ostatnimi czasy znowu pokochałam też KOL. Po prostu siedzę, słucham. I myślę. O wszystkim. Inspirują mnie. Gdy słyszę ostatnie dźwięki The end to łzy same mi z oczu lecą, a nigdy żadna piosenka tak na mnie nie działała. No oprócz the xx i myslovitz. 
 Muszę się Wam przyznać, że mam wielkie oczekiwania co do nowej szkoły. Oderwę się od przeszłości i zacznę w sumie z czystą kartą. Tym razem będę sobą. Posiadam jedno, malutkie marzenie, które mam nadzieje się tam spełni. To chyba drugie z kolei, jeśli chodzi o najważniejsze dla mnie.
 Na dniach postaram się dodać moje zdobycze z sh, bo udało mi się znaleźć trochę ciekawych rzeczy. Akurat było 50% mniej, więc za swoje ciuchy, nie licząc mamy, zapłaciłam około 40-50zł. A jest ich bodajże 7, czy 8.
 No i najpiękniejsza wiadomość dla mnie. Co prawda dostałam je na początku miesiąca, ale je pokochałam. Marzyłam o nich od podstawówki, w końcu mam je u siebie. Najcudowniejsze buty na świecie... 
 Dobra, na dzisiaj kończę. To i tak więcej, niż myślałam. Na dole podrzucę Wam kilka linków. Do następnego!

WATTPAD!!! KLIK

tumblr  KLIK

ask KLIK


presja otoczenia


  
  Cześć. Już na początku mówię, że to może być dłuuugi post. Dzisiaj chciałabym poruszyć kwestię tego, jak bardzo wpływa na nas otoczenie, szczególnie zmiana środowiska w jakim akurat się znajdujemy. Spróbuję przedstawić to na swoim przypadku.
Przypadkiem najbardziej znanym osobom w naszych wieku jest gimnazjum, gimbaza czy jak to tam nazywacie, ale teraz wszystko zaczyna się już nawet w podstawówce. Przeraża mnie to, jak takie dzieci z może 2-3 klasy zaczynają palić, palą nawet po paczkę dziennie. Może to nie wyobrażalne, ale możliwe. Do tego nawet w tym wieku próbują alkoholu po raz pierwszy. A wszystko to za sprawą otoczenia. Weźmy pod lupę taki przypadek: jest ułożone dziecko, z ułożonej rodziny i idzie sobie do takiej szkoły. Co tam spotyka? Bandę małych rozrabiaków uważających się za wystarczająco dorosłych, aby sięgnąć po używki. Pod ich presją (czyt. wyzwiskami, przemocą) też zaczyna palić, pić czy robić cokolwiek innego. Tak to działa. Gdy kończyłam podstawówkę spotkałam się już z takim idiotyzmem, gdzie osoby z mojej klasy popalały a dzieci z 1-3 prosiły ich o papierosa. Osobiście uważam, że palenie to ogólnie idiotyzm, ale nie o tym teraz rozmawiamy.
  Najgorzej jest wtedy, kiedy za bycie sobą nie jesteś w pewien sposób akceptowany przez rówieśników. I nie chodzi mi tutaj o jakieś gwałtowną różnicę, typu homo czy inny kolor skóry i pochodzenie, nie. Chodzi mi głównie o zachowanie. Sama się na tym przejechałam. Na szczęście w szóstej klasie się tym nie przejmowałam i miałam po prostu dobre oceny. Uczyłam się, nie paliłam, nie piłam. Byłam zwykłym, grzecznym dzieckiem. Niestety po kilku przykrych sytuacjach idąc do gimnazjum udawałam kogoś, kim nie jestem. Już na pierwszych lekcjach dawałam po sobie poznać, że tak naprawdę nie chciałam tam iść. Ciągle powtarzałam, że mam gdzieś oceny i naukę. W podstawówce byłam zakochana w historii, brałam udział w różnorodnych konkursach, a w gimnazjum na pierwszej lekcji powiedziałam, że nie lubię tego przedmiotu i prawdę mówiąc nie uczestniczyłam w lekcji. A wszystko dlatego, że modne wtedy było nie uczenie się. Chciałam wyrobić sobie wizerunek, nie zły, ale dobry. Jednak stało się na odwrót. W drugim półroczu pierwszej klasy zaczęło mi całkiem odwalać, pyskowałam do nauczycieli, udawałam zbuntowaną, a wracając do domu ubolewałam nad tym, jak słabe mam oceny.
  W gimnazjum kształtuje się też nasz charakter. Wpływy z otoczenia mogą znacznie nas wzmocnić, stajemy się silniejsi i bardziej odporni na zaczepki. Może też być na odwrót, że jesteśmy poniżani i w ten sposób znacznie osłabiamy naszą odwagę. Ale najważniejsze to nie dać sobą pomiatać.
  W drugiej klasie zaczęłam powoli rozumieć swoje błędy, ale robiłam dalej to samo co wcześniej, ale jednak mniej dosadnie. Ściślej mówiąc moje oceny sięgnęły dna, lecz nie wyrażałam swoich uczuć już tak bardzo na zewnątrz. Olałam totalnie wszystkie lekcje. 
  Przez wakacje doszłam do wniosku, że jestem idiotką. Udawałam kogoś, kogo nie jestem. Postanowiłam zacząć się uczyć i nie udawać kogoś innego. Jak na razie to mi się udaje, mam w miarę dobre oceny, ale braki z tych dwóch lat robią swoje. Ogarnęłam się w porę, tak myślę. 
  Jeśli idziecie teraz do gimnazjum, bądź jesteście już w tych starszych klasach podstawówki- pamiętajcie: nie bierzcie przykładu z osób, które tak naprawdę nic nie umieją ale kozaczą do innych. Nie są niczego warci. Bądźcie sobą i dążcie do swoich celów. Towarzystwo się kiedyś zmieni, ale wiedza zawsze Wam się przyda. Z każdym rokiem taka presja będzie słabnąć, nie macie się co obawiać. Nawiążę tu do liceum, do którego niedługo wybywam, ale nie boję się do niego iść tak bardzo jak do gimnazjum. Przede wszystkim dlatego, że ludzie są dojrzalsi i nie zwracają takiej uwagi na różnice między nimi. Dorastają, jeśli można to tak określić.
  Dobra, myślę, że nie będę już Was męczyć. Mam strasznie zimne dłonie, nie wiem dlaczego, i źle mi się pisze. Mam nadzieję, że podzielicie się ze mną swoimi spostrzeżeniami. 
Do zobaczenia! :)

BĄDŹCIE SOBĄ!


trochę mnie


witajcie ponownie na koniec tego pięknego dnia! :) piszę ten post z okropnym bólem brzucha nad prawą kością biodrową, nie wiem czym jest spowodowany, ale kłuje niesamowicie. dzisiaj chciałabym się podzielić z Wami jedną z rzeczy, którą szczególnie lubię. mianowicie chodzi o fotografowanie, w sumie nie samo posługiwanie się aparatem, ale późniejsze przeróbki. co prawda zdjęcia poniżej tak bardzo tego nie ukazują, ale spędzam w ten sposób dużo czasu. często przerabiam zdjęcia humorystycznie, ale właśnie takich przeróbek wolę Wam nie pokazywać :D 
no cóż, miłego oglądania, a ja tymczasem spróbuję wpaść na coś, co mogę pokazać Wam w następnych postach ;) być może wykombinuję coś z moimi innymi pasjami, zobaczymy.








i don't wanna go to school, i just wanna break the rules

witajcie! :) dodaję posty z długimi przerwami, masakra. działo się tyle podczas mojej nieobecności, że nie mogę tego zliczyć. najważniejsze jest to, że JESTEŚMY ZŁOCI! płakałam jak dziecko dobrą godzinę, nie mogłam się uspokoić, a emocje nasiliły się na ceremonii. jejku. to jest takie cudowne uczucie. smutne, że to już dwa tygodnie i wszyscy zapomnieli. z drugiej strony to dobrze- sezonowcy odeszli, kibice zostali. zaczyna się plusliga, więc czekają nas kolejne emocje, ale już nie tak intensywne jak podczas mś. teraz co prawda trwają mistrzostwa kobiet, ale to już nie jest tak emocjonujące, przede wszystkim dlatego, że Polska się nie zakwalifikowała.
wczoraj skończyłam pisać próbne egzaminy, 67 procent z historii, 100 z WOS'u. z j. polskiego jeszcze nie wiem, matematyki też. najbardziej boję się tych wszystkich przyrodniczych, bo grałam w totolotka. masakiera!
dobra, kończę. odezwę się później!

gdy jestem nie dostrzegasz

 Ojejku, witajcie po długiej przerwie :) Nie było mnie tu troszeczkę, jakiś tydzień-dwa, wszystko spowodowane szkołą. Następny tydzień mam już cały zawalony sprawdzianami, do tego dochodzą zajęcia dodatkowe, których mam sporo w tym roku, a to dopiero początek roku szkolnego. Musiałam podjąć decyzję w sprawie języka na egzamin- ciągle byłam za angielskim, ale w ostateczności padło na niemiecki. Teraz czekają mnie przygotowania do rozszerzenia, moim nieszczęściem uczyłam się niemieckiego w podstawówce ;_; 

 W czasie mojej nieobecności wiele się nie zdarzyło, pomijając cały ten szum wokół MŚ i tak dalej. Wciąż oglądam poczynania naszej drużyny, aktualnie trwa mecz Polska-Włochy. Wczoraj przegraliśmy 3:1 z USA, ale nie możemy się poddawać- grajmy dalej. Niestety teraz wynik też nie jest zbyt wesoły, przegrywamy 10 do 16... A Włosi grali w pierwszej fazie wyjątkowo słabo. Nie wiem co się dzieje z chłopakami, mam nadzieję, że do końca meczu zdążą się ogarnąć. Dalej trzymam mocno kciuki. 
Od jakiegoś czasu w mojej głowie siedzi pewna piosenka- no dobra, nie od pewnego czasu tylko od premiery. 


 VNM to jeden z trzech raperów, których tak naprawdę jestem skłonna słuchać. Przekonała mnie do niego moja koleżanka dobre kilka lat temu. Marcelina... na początku nie lubiłam jej głosu, ale po przesłuchaniu kilku razy pod rząd Nie będziem płakać z jej udziałem... Naprawdę, mimo tego, że jej barwa jest taka infantylna, jest wspaniała. Do 'Nie szukaj mnie' pasuje idealnie, chociaż spotkała się ze słowami krytyki. No cóż, każdy ma prawo do własnego zdania.

 Mam problem. Nie wiem co zrobić ze szkołą. Zostać tu w liceum, czy iść gdzie indziej. Przez ostatnie wydarzenia dość mocno się zniechęciłam do kontynuowania nauki w tym miejscu. Męczę się strasznie, ale z drugiej strony strasznie boję się nowej szkoły. KURDE. To takie trudne. Szczególnie dlatego, że nie wiem co tak naprawdę chcę robić w przyszłości. Nie mam pojęcia co ze mną będzie. Ale najprawdopodobniej wybuchnie wojna i wszystko pójdzie w pizdu, więc nie wiem po co się martwię, hehe.

 Dobra, będę na dzisiaj kończyć. Trzymajcie się+ odezwę się niedługo :)

Z Nikolcią, huhu.


START A FIRE

Nie ma słów, żeby opisać moje feelsy w tym momencie. Naprawdę.
Jedynie chcę Wam przypomnieć, że o 18:00 obowiązkowo zasiadamy przed telewizorem i włączamy Polsat. Historia rodzi się na naszych oczach.
Tyle wspomnień, rzeczy z tym związanych. A teraz zaczynają się MŚ. Tutaj. W Polsce. Mimo wszystko kocham siatkówkę całym sercem. 
Nawet jeśli nie umiem grać, nie robię wszystkiego perfekcyjnie. Siatkówka to coś więcej niż tylko sport.
DLATEGO...
 W GÓRĘ SERCA, BO POLSKA WYGRA MŚ!!!



biało-czerwone to barwy niezwyciężone!



TOP 5 ŻENAD MODY

Strasznie mi się nudzi, więc ponarzekam trochę na styl ubierania innych ludzi, haha. Naprawdę, musi być ze mną coś nie tak, skoro wstawiam taki gówniany post o 3 w nocy. Zainspirowałam się starym filmikiem Zuźki. No ale przejdźmy do rzeczy, grr. 

1. CZAPKI
Wiem, to idiotyczne, ale strasznie irytują mnie czapki. Nie chodzi mi o noszenie ich zimą bądź sposób jako ochronę przed słońcem. Chodzi mi o noszenie tych cholernych czapek jak worek po ziemniakach bądź 'słeg' fullcap'ów w pomieszczeniach. Nie rozumiem czemu ludzie nie ściągają ich w szkole, tylko siedzą w nich na lekcjach. To moim zdaniem chore. Chyba, że ktoś ma problem z uszami, dobrze. Albo ma po prostu tłuste włosy. Ale istnieje coś takiego jak szampon. No dobra, bo jeszcze mnie zhejtujecie.

2. ŻEL DO WŁOSÓW
Serio? Pewnie zapytacie sami siebie co mi nie pasuje. Odpowiadam Wam już teraz- wieża Eiffla na głowie. To jest po prostu denerwujące, gdy jakiś chłopak napakuje sobie całe opakowanie żelu na włosy. Nie wiem, może chcecie wyglądać jak Ronaldo, czy coś. Ale nie, wyglądacie tak, jakbyście co najmniej przez tydzień się nie myli. Jak już tak stawiacie sobie te włosy, to zróbcie sobie irokeza. To o wiele lepsze rozwiązanie.

3. SPODNIE NA ORANGUTANA
Tego już nie będę komentować XDDDD Rili? Serio? Naprawdę? Opuszczone spodnie na pół dupy... rozwolnienie czy coś? Wtedy zrozumiem, ale żeby tak na co dzień...

4. SPODENKI....
Dobrze. Spodenki się nosi, to normalne. Są dresowe, jeansowe... Można spotkać ich wiele. Jednak kupowanie ich o kilka rozmiarów za małe, żeby sięgały do połowy pośladków... moim zdaniem to idiotycznie wyzywające, naprawdę. Mam wrażenie, że dziewczyna się wtedy się nie szanuje. Może uznacie, że mam ból dupy, bo sama nie mogę takich nosić, ale uwierzcie- wolałabym w ogóle nie wyjść z domu, niż pokazywać pośladki całemu miastu.

5. TUNELE

Znowu mam ból dupy, wiem. Jednak takie małe tuneliki mi się nawet podobają, nie wiem jakie tam są rozmiary, ale taki wielkości dziurki do nosa jest okay. Niestety większy już nie. Brzydzą mnie tunele wielkie jak śliwki, naprawdę. Szczególnie okropnie wyglądają po wyciągnięciu, kiedy ucho zwisa. Fuj. 

__

Wiem, to chore Top 5, ale moje. Możecie uznać mnie za idiotkę, ale przyjmę to z honorem!

xx




WŁOOOSY

Tak jak obiecałam- wstawiam zdjęcie z nową fryzurą :) Nie jestem zadowolona, cholernie tęsknie za tamtą długością. Fryzjerka obcięła mi 10cm za dużo, miałam mieć włosy tak do końca dekoltu. a mam do ramion. Taki hełmik na głowie wyszedł. Mam nadzieję, że szybko odrosną.












Po lewej zdjęcie z lipca 2013, po prawej zrobione tego samego dnia, ale po ścieniowaniu i degażowaniu (to chyba nie jest jedno i to samo).
Przed samym ścięciem miałam dłuższe.









Soł, ta przemiana nie jest najlepsza, ale może pomoże mi w osiągnięciu innych rzeczy. Mimo, że ubolewam nad stratą mojego pięknego owłosienia- biorę się w garść i lecę dalej. Ale na efekty trzeba poczekać.

x

REVOLUTION

  Wybiła północ, czyli nadszedł dzień 21 sierpnia 2014, zwyczajny czwartek w zwyczajnym miesiącu, zwykłego roku, zwykłego stulecia- zwykłego człowieka. To właśnie dziś zaczynam zmieniać swoje życie, od wyglądu po charakter, naprawdę. Zawsze to mówię, jeśli czegoś nagle chcę, ale teraz jestem przepełniona w **** pozytywną energią i nie zamierzam tego zmarnować :) Zaczynam o godzinie 15:00 od ścięcia włosów, kończę za rok, może trochę więcej albo mniej zupełną odmianą. Zamierzam przyłożyć się do nauki, spoważnieć, zacząć myśleć racjonalnie i w miarę dojrzale, a przede wszystkim ruszyć tyłek sprzed tej maszyny do tycia! :D Chwila powątpiewam, ale mam nadzieję, że tym razem dopnę swego i uda mi się dojść do wymarzonego celu. Chcę zmiany o 180 stopni, ale nie takiej, żeby za jakiś czas znowu zmienić się o tyle samo i powrócić do tego co jest teraz. Gdybym nie zakończyła czegoś ważnego w kwietniu- dzisiaj byłabym innym, tym wymarzonym przeze mnie człowiekiem. Dlatego teraz nie mam zamiaru przerywać i się zatrzymywać- o nie. Lecimy do przodu z tym koksem i walczymy o swoje! :)
  Zmiany są ważne, szczególnie jeżeli jest się człowiekiem takim jak ja- który nie lubi czegoś zmieniać, boi się tego. Jednak zmiany na ogół sprawiają, że wszystko staje się lepsze. I nie chodzi tu o jakieś zmienianie ubrań, fryzur. Trzeba zacząć się przełamywać i pokonywać swoje lęki. Właśnie teraz chcę pokonać swój największy lęk- lęk przed moim prawdziwym obliczem :) Boję się pokazać swoją prawdziwą twarz, zachowuję się tak, żeby podpasować się innym, jestem nieśmiała i nie lubię się wychylać. Muszę to zmienić. Od teraz będę się angażować, nawet jeżeli wynikną z tego kłótnie. Płaczę, gdy się denerwuję, gdy ktoś mnie krytykuje, krzyczy na mnie. Tak, płaczę. Jak beksa. Ale pokonam to. Nie mogę być słaba jak spróchniały most. Nie. 
NIE BÓJCIE SIĘ SIEBIE. Naprawdę! Miejcie gdzieś zdanie innych. Przez to ominęło mnie wiele fajnych spraw w życiu, podjęłam decyzje nie w ten sposób co trzeba. Teraz tego żałuję. Nie pozwólcie, żeby ktoś stanął Wam na drodze.
Nawet teraz. 

XOXO

PS: Po południu dodam zdjęcie przemiany, haha xD 

nic

każdy z was miał pewnie kiedyś taki moment, kiedy nie wiedział o czym pisać. mam w głowie wiele pomysłów, ale po chwili wydają się mi być bez sensu i rezygnuję. 
napisałabym co robiłam przez cały tydzień, ale w sumie nie mam co opowiadać. w weekend miałam gości, był grill, oblewanie się wężem. tyle. no i dostałam nowe łóżko do pokoju- w końcu mogę bezpiecznie spać u siebie. siedziałam w domu całe dnie, zwykle przed komputerem. nie, nie zapomniałam o blogu, wchodziłam na niego kilka razy, ale w pewnym momencie wydał mi się być bez sensu. nie wiem co się ze mną dzieje.
mam fazę na problem ariany i sign eda. taka mała odmiana w moim guście muzycznym.
boję się szkoły. ale o tym w innym poście.
już mam tysiąc pomysłów na nowe posty, ale nic z tego wyjdzie. jak na razie żegnam Was i zostawiam z obrazkami. papa. x.



TAG

1. Jak masz na imię?
Paulina :) 

2. Kiedy masz urodziny?
W październiku.
3.Jaka była twoja wymarzona praca w dzieciństwie?

Z tego co pamiętam prawniczka pracująca w zawodzie policjanta dorabiająca po godzinach jako ekspedientka w sklepie spożywczym. 
4. Czy masz chłopaka/ dziewczynę?
Hehe.
5. Jakiej muzyki słuchasz?
Dobrej. Ale każdy dobrą muzykę definiuje inaczej.
6. Czy pracujesz?
Chciałabym :P
7. Czego szukasz w drugiej osobie?
Niczego konkretnego. 
8. Do kogo się zwracasz, gdy jest ci smutno?
Do komputera. Ewentualnie psa.
9. Ulubione jedzenie?
Warzywa :) Pomijając ziemniaki i szpinak, haha.
10. Ulubiona część garderoby?
Skarpetki!
11. Czy masz zwierzątka?
Pozdrawiam.
12. Ulubione miejsce?
Plaża nad Bałtykiem, zdecydowanie :)
13. Czy masz drugie imię?
Niestety nie.
14. Ulubiony przedmiot w szkole?
Jejku, nie wiem. Chyba WOS xD
15. Ulubiony napój?
Zwykła woda. Ewentualnie herbata liptona w puszce, obowiązkowo cytrynowa/zielona.
16. Jaka jest twoja ulubiona piosenka w tym momencie?
Mam jedną jedyną ulubioną piosenkę, nie zmieniła się już od ponad roku i myślę, że nic nie zastąpi jej miejsca. the xx - intro
17. Jakie imiona nadałabyś dzieciom?
O jejku, haha. Nie wiem. To przyjdzie z czasem.
18. Czy uprawiasz jakieś sporty?
Trudno określić, dość często jeżdżę na rowerze. 
19. Ulubiona książka?
No i tu mam pod górkę. Nie wiem co wybrać. Poszłabym na łatwiznę i palnęła 'Kosogłos', ale analizując wszystko w głowie wybieram 'Ćpuna'. 
20. Ulubiony kolor?
Czarny!
21. Ulubione zwierzątko?
Zdecydowanie psy.
22. Ulubione perfumy?
Jakieś takie małe, niebieskie, już się kończą, mama kupiła od studentów pod sklepem. Tak, wiem, jestem specjalistką od perfum, haha.
23. Ulubione święto?
Moje urodziny, biczys.
24. Czy skończyłaś liceum?
Gimba style. 
25. Czy kiedykolwiek byłaś za granicą? Ile razy?
Mimo, że mieszkam prawie że pod granicą, nie byłam nigdy. 
26. Czy mówisz w innych językach?
Mówię w miarę płynnie w jednym, dwa pozostałe tak sobie.
27. Czy masz rodzeństwo?
Przyrodnie.
28. Ulubiony sklep?
Palnęłabym biedronka, ale nie bo powiecie, że wiocha, hahaha. Powiedzmy, że C&A, tak stylowo. 
29. Ulubiona restauracja?
Napoli w Łebie. Chociaż nie wiem, czy można to nazwać restauracją xD
30. Czy lubisz szkołę?
Może być, lepsze to niż siedzenie cały czas przed komputerem. 
31. Ulubiony youtuber?
PODZIĘKUJĘ ZA TO PYTANIE. Cholernie trudny wybór. Moja lista osób, które subskrybuję, jest dłuuuga. Po naradzie z jury wybieram RLM.
32. Ulubiony film?
Strasznie głośno, niesamowicie blisko.
33. Ulubiony program w telewizji?
TLC.
34. PC czy Mac?
Nie mogę na to odpowiedzieć, bo nigdy w życiu nie używałam Mac'a.
35. Jaki masz telefon?
Psujący się.
36. Ile masz wzrostu?
Coś około 175. 


NIE MASZ POMYSŁU I OCHOTY NA PISANIE POSTA - DODAJ TAG XD
POZDRAWIAM XX