|DAY4| tłusty czwartek, mój pokój


PS: JUTRO KONCERT EDZIA ♥


  Witajcie w kolejnym dniu! Kurde, nie mam weny, haha. Musiałam się zatrzymać na chwilę, bo nie wiedziałam, piszę. Cóż. Ten dzień był w sumie normalny... po lekcjach pojechałam na zakupy. W końcu kupiłam sobie słuchawki, nie takie, jakie lubię, ale wolę mieć jakiekolwiek swoje, niż żebrać po innych. Kupiłam także pomadkę nawilżającą z nivea, vitamin shake. Przepięknie pachnie mieszanką malina&wiśnia! Moje usta były w okropnym stanie, skórka schodziła ze skórki, wczoraj nawet leciała mi z nich krew. Dzisiaj nałożyłam już tą pomadeczkę 3 raz, jest o wiele lepiej, serio. Hm.
 Kupiłam dzisiaj także kakao i danonki, z racji tego, że jest tłusty czwartek oczywiście. Zjadłam symbolicznie jednego pączka- szczerze, to już odzwyczaiłam się od cukru całkowicie, nawet nie miałam na niego ochoty. Mama upiekła pizzę na obiad, pyszności! Taki jeden dzień wolnego od rygoru się przyda, haha. Kurde, mam teraz taką ochotę na to kakao, że chyba zaraz pójdę sobie zrobić.
  Oglądałam z rodzicami meble i znalazłam super sofę. Szara z dwoma pomarańczowymi poduszkami i jedną wieeeelką z wydrukowanym jakimś miastem, i pomarańczowymi taksówkami. Śliczna jest, serio. Ale nie pasuje do tego, co planuję zrobić z pokojem po remoncie. W sumie czekam na remont już od kilku lat- podłoga w moim pokoju i drzwi swoją historią sięgają czasów powojennych. Jedyne co było zmieniane, to tapety i pomalowanie sufitu, który teraz nie wygląda najlepiej. Mimo wszystko uwielbiam swój pokój, ma ten niepowtarzalny klimat, jest tam cząstka mnie. Kocham moje plakaty na ścianach, stare meble i zabawki z dzieciństwa. Jest idealnie. No dobra. Czegoś mi brakuje. I tak czekam na remont, nie oszukujmy się, haha. Ostatni był przed moją komunią- końcówki tapet zazwyczaj zakleja się paskiem, posiadam taki, jednak jest w.... kwiatki, wzorki, drzewka, słoneczka i chmurki.... cały niebiesko-żółto-pomarańczowo-zielony. Do tego żółty sufit (nie pytajcie, haha). Najlepsze jest jednak to, że pod tą całą tapetą są jeszcze malunki, które zrobiła mi mama, gdy byłam mała. Wtedy ten pokój był w ogóle jak nie mój, białe ściany i fototapeta z wodospadem. Ale wiecie, coś w stylu lat 70-tych. Pamiętam, jak mama namalowała mi Kubusia Puchatka. Patrzę teraz na regał przy drzwiach. On tam nadal jest. A ja siedzę przy biurku, za którym znajduje się sarenka. Tyle pamiętam. Gdzieś jeszcze jest chyba księżyc. Wspomnienia. Kocham je, serio. Ciekawe, czy jest gdzieś jeszcze moja pierwsza napisana książka... przygody Kubusia Puchatka napisane przed jego portretem. Wszystko ładnie zasznurowane, z okładką i rysunkami w środku. Kurde no.
  Dobra, muszę lecieć. Jutro jest piątek, nareszcie! Miłego wieczoru!

Już tak bardzo nie tęsknie- jeszcze, hm.. 
troszeczkę ponad pół roku i będą jak te na zdjęciu, haha.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz