|DAY12-14| powrót do żywych



Hejka. Nie pisałam z dwóch powodów- byłam chora, wskutek czego nie chciało mi się. W sumie dalej jestem chora, ale już jest lepiej. W piątek nie poszłam do szkoły, jej. Cieszę się, że jednak tak zdecydowałam, bo przynajmniej trochę się wygrzałam w łóżku. Nie mam co opowiadać, bo tak naprawdę nic nie robiłam przez te trzy dni. Jedynie w sobotę wyszłam na godzinny spacer, tak o, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza. No dobra, chciałbym, żeby tak było. Pewien osobnik wyciągnął mnie z domu, żebym mogła porobić mu kilka zdjęć. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie mój stan umysłowy, który nie pozwolił mi wyzwolić się twórczo- zdjęcia nie wychodziły, a po zrobieniu każdego musiałam chwytać za chusteczkę. Do tego wszystkiego doszło moje prawe-ślepe oko, z którym muszę chyba pojechać do okulisty. Nie wiem, co z nim jest- na lewe widzę idealnie, a prawe jakoś oślepło strasznie. Aż nienormalnie. 
No. Potem wróciłam do domu, wykąpałam się i do łóżka. Dzisiaj też leniwiec, chociaż zakładałam sobie w środku tygodnia, że będę się uczyć do konkursów. Oczywiście nic z tego nie wyszło, dalej jestem tępa i nie wiem po co tam jadę. Lipton.
Mam ochotę na bezy, o, 15:15. Zjadłabym też pizzę, taką z samym serem, mmm. Moje kubki smakowe domagają się rzeczy, których od dawna nie jadłam. Masakra.
Dobra, nie wiem co więcej pisać, muszę się zregenerować. Miłego!


niedorozwoje z ferii

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz