TAG

1. Jak masz na imię?
Paulina :) 

2. Kiedy masz urodziny?
W październiku.
3.Jaka była twoja wymarzona praca w dzieciństwie?

Z tego co pamiętam prawniczka pracująca w zawodzie policjanta dorabiająca po godzinach jako ekspedientka w sklepie spożywczym. 
4. Czy masz chłopaka/ dziewczynę?
Hehe.
5. Jakiej muzyki słuchasz?
Dobrej. Ale każdy dobrą muzykę definiuje inaczej.
6. Czy pracujesz?
Chciałabym :P
7. Czego szukasz w drugiej osobie?
Niczego konkretnego. 
8. Do kogo się zwracasz, gdy jest ci smutno?
Do komputera. Ewentualnie psa.
9. Ulubione jedzenie?
Warzywa :) Pomijając ziemniaki i szpinak, haha.
10. Ulubiona część garderoby?
Skarpetki!
11. Czy masz zwierzątka?
Pozdrawiam.
12. Ulubione miejsce?
Plaża nad Bałtykiem, zdecydowanie :)
13. Czy masz drugie imię?
Niestety nie.
14. Ulubiony przedmiot w szkole?
Jejku, nie wiem. Chyba WOS xD
15. Ulubiony napój?
Zwykła woda. Ewentualnie herbata liptona w puszce, obowiązkowo cytrynowa/zielona.
16. Jaka jest twoja ulubiona piosenka w tym momencie?
Mam jedną jedyną ulubioną piosenkę, nie zmieniła się już od ponad roku i myślę, że nic nie zastąpi jej miejsca. the xx - intro
17. Jakie imiona nadałabyś dzieciom?
O jejku, haha. Nie wiem. To przyjdzie z czasem.
18. Czy uprawiasz jakieś sporty?
Trudno określić, dość często jeżdżę na rowerze. 
19. Ulubiona książka?
No i tu mam pod górkę. Nie wiem co wybrać. Poszłabym na łatwiznę i palnęła 'Kosogłos', ale analizując wszystko w głowie wybieram 'Ćpuna'. 
20. Ulubiony kolor?
Czarny!
21. Ulubione zwierzątko?
Zdecydowanie psy.
22. Ulubione perfumy?
Jakieś takie małe, niebieskie, już się kończą, mama kupiła od studentów pod sklepem. Tak, wiem, jestem specjalistką od perfum, haha.
23. Ulubione święto?
Moje urodziny, biczys.
24. Czy skończyłaś liceum?
Gimba style. 
25. Czy kiedykolwiek byłaś za granicą? Ile razy?
Mimo, że mieszkam prawie że pod granicą, nie byłam nigdy. 
26. Czy mówisz w innych językach?
Mówię w miarę płynnie w jednym, dwa pozostałe tak sobie.
27. Czy masz rodzeństwo?
Przyrodnie.
28. Ulubiony sklep?
Palnęłabym biedronka, ale nie bo powiecie, że wiocha, hahaha. Powiedzmy, że C&A, tak stylowo. 
29. Ulubiona restauracja?
Napoli w Łebie. Chociaż nie wiem, czy można to nazwać restauracją xD
30. Czy lubisz szkołę?
Może być, lepsze to niż siedzenie cały czas przed komputerem. 
31. Ulubiony youtuber?
PODZIĘKUJĘ ZA TO PYTANIE. Cholernie trudny wybór. Moja lista osób, które subskrybuję, jest dłuuuga. Po naradzie z jury wybieram RLM.
32. Ulubiony film?
Strasznie głośno, niesamowicie blisko.
33. Ulubiony program w telewizji?
TLC.
34. PC czy Mac?
Nie mogę na to odpowiedzieć, bo nigdy w życiu nie używałam Mac'a.
35. Jaki masz telefon?
Psujący się.
36. Ile masz wzrostu?
Coś około 175. 


NIE MASZ POMYSŁU I OCHOTY NA PISANIE POSTA - DODAJ TAG XD
POZDRAWIAM XX

refleksyjnie


życie
jak papieros
ktoś je podpali
a na koniec stopa przydepcze

życie
jak papieros
toksyczne 
a zarazem jedyne

życie
jak papieros
został tylko niedopałek
pod ziemią

{my}

some music

czeeeeeeeeeeeeeeeść ]:-) nie chce mi się dzisiaj używać caps lock'a ani shift'a, więc piszę wyłącznie małymi literami. ostatnimi czasy strasznie mi tęskno do starych utworów- no dobra, może nie tak starych. głównie chodzi mi o 4-5 lat wstecz, wiąże się z nimi wiele wspomnień. to czasy kiedy nie byłam aż przywiązana do mocnych brzmień i słuchałam wszystkiego. przybliżę Wam parę utworów (o zgrozo, musiałam włączyć caps'a ;_;)- może coś sobie przypomnicie. 



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

kocham cheryl,  nawet teraz, w tym momencie. uwielbiam jej piosenki. moja ulubiona piosenka to '3 words', ale wolałam dać Wam jej samodzielny utwór :)



hayley! uwielbiam głos tej rudowłosej małpy, kocham piosenki paramore, ale ta, nie związana z jej zespołem jest cudowna. połączenie tych dwóch głosów... boże, to była jedna z piosenek jakie zmuszały mnie do szczeniackich refleksji, haha. 





to jest chyba najbardziej smutna i dołująca swoim rytmem piosenka jaką poznałam kilka lat wstecz. żadne ashley-dwa serca. nie. one republic. jednak za tego mniejszego dzieciaka (wciąż jestem dzieckiem, i know)  miałam jakikolwiek gust, mało wyczuwalny w tamtym okresie, ale jednak był. do dzisiaj kocham OR, nigdy nie przestanę.






większość z was może kojarzyć owl od tej dziewczyny co śpiewa call me maybe, z utworu good life czy time, nie pamiętam. jednak to fireflies zawładnęło moim sercem, posiadam z tą piosenką najpiękniejsze wspomnienia jakie tylko mogła wymarzyć sobie... nie pamiętam ile miałam wtedy lat. w każdym razie to ważna dla mnie piosenka.


VIDEO! jako że bezkompromisowo zakochana jestem w 'papierosie'(jednak nie mogłam go tu wstawić ze względu na warunki jakie sobie postawiłam) nie mogło zabraknąć tu 'belli'. piosenka wyczarowuje uśmiech na mej twarzy bez powodu. mimo upływu lat znam tekst piosenki na pamięć :D


                                                           



teraz możecie mnie powiesić, uznać za pokemona i gimbusiarę, ale wprost nie mogłam przejść obok tej piosenki obojętnie. mimo, że jest bez sensu i wydaje się idiotyczna, kiedyś miałam na nią takie coś... no wiecie. jejku. XDD  







tego już nawet nie będę komentować, haha. każda z nas przeżywałam chyba taki okres, w którym jako dziecko była napalona na jakiegoś gościa. moją ofiarą padł łozo z afromental. przepraszam, ale musiałam.





SASHA! nie, nie sasha grey, tylko strunin. moja ulubiona piosenkarka przez okres kilku tygodni, szkoda, że tak szybko zrobiło się o niej cicho.






na koniec gośka. siła marzeń. tej piosenki nie da się opisać słowami. gdy we wrześniu zeszłego roku odkopałam się do tej piosenki po prostu się poryczałam. do dzisiaj daje mi kopa w ****, nigdy jej nie zdradzę. może to wydać Wam się śmieszne, ale ta piosenka motywuje mnie lepiej niż jakakolwiek bliska mi osoba. 






~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

znaleźliście coś, co pamiętacie ze 'starych czasów'? :) podzielcie się ze mną swoimi wrażeniami, piosenkami, czymkolwiek chcecie. komentarze naprawdę sprawiają, że się uśmiecham, pisanie sama do siebie to zdecydowanie kiepska sprawa. pokażcie, że jesteście. proszę.

xoxo

Gwiazd naszych wina

*SPOILER ALERT*


  Witam Was ponownie, tym razem świeżo po przeczytaniu GNW! :) Ostatnio było głośno o ekranizacji, zaciekawiło mnie, jednak teraz postanowiłam się powstrzymać i najpierw dorwać książkę. Nie nadaję się na jakiegoś recenzenta, recenzanta, recenzistę (jak prawidłowo brzmi to słowo, chyba recenzenta, bo nie ma podkreślenia ;_;), ale postaram się przekazać Wam swoje wrażenia. 
  Siedzę teraz popijając sok pomarańczowy z kostkami lodu i próbując dojść do siebie. Dopadła mnie depresja po książkowa, w sumie mam ją po każdej książce, chyba, że trafię na wyjątkowo denną, chociaż to złe i zbyt okrojone określenie. Pierwsze wrażenie? Wzruszająca, głęboko uderzająca powieść z łatwym do przewidzenia rozwojem wydarzeń. Ale to właśnie jest w niej najlepsze. Mimo, że wszyscy wiemy co stanie się z Augustusem, przeżywamy to równie mocno jak Hazel i jego najbliższa rodzina. Nie muszę chyba informować Was, że uroniłam parę łez przy czytaniu tych paru rozdziałów, bo to raczej normalne. 
Ściślej mówiąc, ale to moim zdaniem, GNW przybliża nas bliżej raka niżeli jakiekolwiek specjalistyczne i medyczne książki na ten temat. Poznajemy go od strony jego nieszczęsnych posiadaczy, co z pewnością ukazuje go w innym świetle. Niekoniecznie tym gorszym. 
  Po przeczytaniu czuję się jak Hazel, która milion razy czytała Cios udręki. Nie wiem, czy Green dopowiedział co nieco o dalszych losach narratorki jak i jej najbliższych. Nie wiem, czy udało jej się jakimś cudem przeżyć jeszcze kilka lat, czy dostała przerzutów, czy umarła, czy jej rodzice byli dalej razem tak jak przyrzekli, czy rodzice Augustusa dalej są razem, co z Issacem, Patrickiem, Kaitlyn. Może coś uda mi się znaleźć, a może będę poszukiwać odpowiedzi jak Hazel Grace. Nie wiem. Czeka na mnie jeszcze film. W książce znalazłam parę fotosów z ekranizacji, nie tak sobie to wyobrażałam, ale powiedzmy, że jest ok. Dam Wam znać, jeśli obejrzę. 
  W każdym razie polecam serdecznie GNW każdemu czytelnikowi poszukującemu opowieści o miłości w chorobie, granatach i filozofach. 

Czytaliście? Jakie są Wasze opinie? Okay?
xoxo 

magic in the air





  Witajcie moi mili wakacjowicze! =) Jak mija Wam lipiec? Mi całkiem fajnie.
 Tak jak pisałam wcześniej byłam w Olsztynie- całe dwa tygodnie w mieście to nie dla mnie, brakowało mi mojego spokojnego zadupia c: Ciocia zaproponowała mi wyjazd nad morze, zgodziłam się. Zastanawiałyśmy się gdzie pojechać, aż w końcu wypadło na Łebę, czyli miejsce, które odwiedziłam już trzeci rok z rzędu. Uwielbiam te miasto, posiada swój urok, nawet campingi je posiadają :D Wyjechaliśmy w poniedziałek po trzeciej, dojechaliśmy po ósmej. Do dziewiątej szukaliśmy miejsc na campingach, jak już jakieś wynaleźliśmy to standardowo trzeba było rozbić namiot. Potem poszliśmy na plażę, wróciliśmy, przestawiliśmy namiot w cień, bo akurat ktoś wyjeżdżał- uwierzcie, powrót z plaży a potem siedzenie w nagrzanym namiocie nie jest ok. Wieczorem mieliśmy iść na miasto, jednak trochę mi się przysnęło (spałam 16 godzin o.o) i ciocia z wujaszkiem odbyli samotną wyprawę. Następny dzień minął podobnie, jednak wtedy już wybyłam z namiotu i udałam się z razem z nimi. Zjedliśmy przepysznego dorsza, a potem poszliśmy na lody o smaku kinder bueno- miazga :D Około 21 chciałam iść na plażę poczytać książkę w SAMOTNOŚCI, ale ciocia kazała iść wujkowi ze mną wskutek czego z mojego planu nici. Przedostatniego dnia chcieliśmy iść do oceanarium, jednak ceny biletów odesłały nas do labiryntu. Ciocia z wujkiem weszli, a ja wróciłam na camping dokończyć książkę (Danielle Steel - Przyjaciele na zawsze, polecam z całego serduszka). Po południu udaliśmy się na plażę. Ostatniego dnia tych pamiętnych wakacji... rano poszliśmy na plażę, a wieczorem jak zawsze zwiedziliśmy trochę miasta. Miałam to szczęście, że stojąc w kolejce po shake'a znajdowałam się pod Vegas Club, pod który akurat podjechał Ptyś i Mała Anka z WS. Bardziej zaciekawiona byłam Kubą, który jednak na żywo nie ma tak wielkiego łapska haha. Potem spotkaliśmy się z ciocią i wujkiem w porcie, zachodząc do wesołego miasteczka. Odważyłam się wejść na extreme- w sumie nic takiego, pomijając to, że gdy już znajdziesz się w górze, wisisz w powietrzu. Ale to nic :P 
Podsumowując- te trzy tygodnie minęły w dość miłej atmosferze, ale zawsze mogły by być lepsze. Najbardziej zadowolona jestem z zakupów przed wyjazdem na morze, podczas których zakupiłam aż cztery książki, jedną już przeczytałam, zostały trzy, więc idę się za nie niedługo zabrać.
 Jeżeli chodzi o Łebę- polecam Wam to miejsce strasznie, ale to strasznie. Jest naprawdę wspaniale. Jedyne co mnie denerwuje, to to, że dzień w dzień ulicami jeździ auto, wykrzykujące Zabawa, Zabawa... Wesołe miasteczko przy kanale portowym w Łebie..., taki mini autobusik z dachem, na który wchodzą młode dziewczyny i kręcą pośladkami- ma to na celu zaproszenie turystów do jakiegoś tam klubu, oraz dostawczak reklamujący piwo Łebskie. Wszystko to stwarza niepowtarzalny hałas... No i jeśli udajecie się na camping, uważajcie na sąsiadów. Ja musiałam o godzinie drugiej nad ranem wysłuchiwać opowieści o żelach intymnych i kulkach analnych. 
 W sumie to chyba tyle. Zostawiam Was z paroma fotkami. Do usłyszenia! :)

PS: Zapomniałam dodać, że woda była wprost lodowata, miała zaledwie 11 stopni. Trafiliśmy na upwelling. Ale pomyślałam, że co to za wakacje nad morzem bez zamoczenia tyłka, więc nie zważając na ból pływałam sobie. Na szczęście z każdym dniem woda robiła się cieplejsza, więc ostatniego dnia nie kąpałam się samotnie.

serduszko















nieobecność

witajcie! od razu po założeniu kolejnego bloga, tak jak zapowiadałam, spadła aktywność, ale tym razem ma ona swój powód. nie ma mnie w domu i czas spędzam głównie poza internetem. siedzę właśnie w małym pokoju u cioci w niepięknym mieście, jakim jest olsztyn. *olsztyn kocham
pozdrowienia z wakacji, po powrocie postaram się wszystko nadrobić!
marshugs <30