Witajcie moi mili wakacjowicze! =) Jak mija Wam lipiec? Mi całkiem fajnie.

Tak jak pisałam wcześniej byłam w Olsztynie- całe dwa tygodnie w mieście to nie dla mnie, brakowało mi mojego spokojnego zadupia c: Ciocia zaproponowała mi wyjazd nad morze, zgodziłam się. Zastanawiałyśmy się gdzie pojechać, aż w końcu wypadło na Łebę, czyli miejsce, które odwiedziłam już trzeci rok z rzędu. Uwielbiam te miasto, posiada swój urok, nawet campingi je posiadają :D Wyjechaliśmy w poniedziałek po trzeciej, dojechaliśmy po ósmej. Do dziewiątej szukaliśmy miejsc na campingach, jak już jakieś wynaleźliśmy to standardowo trzeba było rozbić namiot. Potem poszliśmy na plażę, wróciliśmy, przestawiliśmy namiot w cień, bo akurat ktoś wyjeżdżał- uwierzcie, powrót z plaży a potem siedzenie w nagrzanym namiocie nie jest ok. Wieczorem mieliśmy iść na miasto, jednak trochę mi się przysnęło (spałam 16 godzin o.o) i ciocia z wujaszkiem odbyli samotną wyprawę. Następny dzień minął podobnie, jednak wtedy już wybyłam z namiotu i udałam się z razem z nimi. Zjedliśmy przepysznego dorsza, a potem poszliśmy na lody o smaku kinder bueno- miazga :D Około 21 chciałam iść na plażę poczytać książkę w SAMOTNOŚCI, ale ciocia kazała iść wujkowi ze mną wskutek czego z mojego planu nici. Przedostatniego dnia chcieliśmy iść do oceanarium, jednak ceny biletów odesłały nas do labiryntu. Ciocia z wujkiem weszli, a ja wróciłam na camping dokończyć książkę (Danielle Steel - Przyjaciele na zawsze, polecam z całego serduszka). Po południu udaliśmy się na plażę. Ostatniego dnia tych pamiętnych wakacji... rano poszliśmy na plażę, a wieczorem jak zawsze zwiedziliśmy trochę miasta. Miałam to szczęście, że stojąc w kolejce po shake'a znajdowałam się pod Vegas Club, pod który akurat podjechał Ptyś i Mała Anka z WS. Bardziej zaciekawiona byłam Kubą, który jednak na żywo nie ma tak wielkiego łapska haha. Potem spotkaliśmy się z ciocią i wujkiem w porcie, zachodząc do wesołego miasteczka. Odważyłam się wejść na extreme- w sumie nic takiego, pomijając to, że gdy już znajdziesz się w górze, wisisz w powietrzu. Ale to nic :P
Podsumowując- te trzy tygodnie minęły w dość miłej atmosferze, ale zawsze mogły by być lepsze. Najbardziej zadowolona jestem z zakupów przed wyjazdem na morze, podczas których zakupiłam aż cztery książki, jedną już przeczytałam, zostały trzy, więc idę się za nie niedługo zabrać.
Jeżeli chodzi o Łebę- polecam Wam to miejsce strasznie, ale to strasznie. Jest naprawdę wspaniale. Jedyne co mnie denerwuje, to to, że dzień w dzień ulicami jeździ auto, wykrzykujące Zabawa, Zabawa... Wesołe miasteczko przy kanale portowym w Łebie..., taki mini autobusik z dachem, na który wchodzą młode dziewczyny i kręcą pośladkami- ma to na celu zaproszenie turystów do jakiegoś tam klubu, oraz dostawczak reklamujący piwo Łebskie. Wszystko to stwarza niepowtarzalny hałas... No i jeśli udajecie się na camping, uważajcie na sąsiadów. Ja musiałam o godzinie drugiej nad ranem wysłuchiwać opowieści o żelach intymnych i kulkach analnych.
W sumie to chyba tyle. Zostawiam Was z paroma fotkami. Do usłyszenia! :)
PS: Zapomniałam dodać, że woda była wprost lodowata, miała zaledwie 11 stopni. Trafiliśmy na upwelling. Ale pomyślałam, że co to za wakacje nad morzem bez zamoczenia tyłka, więc nie zważając na ból pływałam sobie. Na szczęście z każdym dniem woda robiła się cieplejsza, więc ostatniego dnia nie kąpałam się samotnie.












Brak komentarzy:
Prześlij komentarz