żyję

  O cholercia. Dawno mnie tu nie było! Miałam napisać coś od dłuższego czasu, ale wciąż brakuje mi czasu. Naprawdę. Czas, to najbardziej intrygująca zagadka świata, jest cały czas, ale za każdym razem w końcu zaczyna go brakować. 
Ostatnio w moim życiu dużo się dzieje. Szczególnie w szkole. Muszę się Wam pochwalić, że przeszłam w konkursie kuratoryjnym do etapu wojewódzkiego z WOS'u i j. niemieckiego. Niby się cieszę, ale to oznacza 3x więcej nauki. Od środy codziennie rano przed lekcjami mamy spotykać się w ramach języka, więc nie będę miała czasu nawet spisać lekcji, haha. 
 W ciągu kilku tygodni mieliśmy kilkanaście prac klasowych, więc mieliśmy przysłowiowy... dobra, nie będę przeklinać chociaż tutaj.
 Próbuję obudzić sobie z powrotem chęci do czegokolwiek. Nie chce mi się nic robić, bo nie przynosi to efektów. Po prostu brak mi motywacji. Reaktywowałam tumblra. Jakoś idzie. Zaczynam znowu pisać opowiadanie/książkę. Napisałam ostatnio wiersz. Obcięłam paznokcie i gram na gitarze. Do świąt muszę się w końcu nauczyć F-Dura. 
 Nie mogę doczekać się stycznia, zacznę małe przygotowania do końca roku szkolnego. Zrobię sobie wtedy takie wow. Mam przynajmniej nadzieję.
JEJKU. Słucham Daughter i Soley, ale już mnie ciągną mnie do siebie tak jak w tamtym roku. Są po prostu zbyt subtelne. Mam ochotę na Blackout. I chyba go sobie puszczę. 


 Ostatnimi czasy znowu pokochałam też KOL. Po prostu siedzę, słucham. I myślę. O wszystkim. Inspirują mnie. Gdy słyszę ostatnie dźwięki The end to łzy same mi z oczu lecą, a nigdy żadna piosenka tak na mnie nie działała. No oprócz the xx i myslovitz. 
 Muszę się Wam przyznać, że mam wielkie oczekiwania co do nowej szkoły. Oderwę się od przeszłości i zacznę w sumie z czystą kartą. Tym razem będę sobą. Posiadam jedno, malutkie marzenie, które mam nadzieje się tam spełni. To chyba drugie z kolei, jeśli chodzi o najważniejsze dla mnie.
 Na dniach postaram się dodać moje zdobycze z sh, bo udało mi się znaleźć trochę ciekawych rzeczy. Akurat było 50% mniej, więc za swoje ciuchy, nie licząc mamy, zapłaciłam około 40-50zł. A jest ich bodajże 7, czy 8.
 No i najpiękniejsza wiadomość dla mnie. Co prawda dostałam je na początku miesiąca, ale je pokochałam. Marzyłam o nich od podstawówki, w końcu mam je u siebie. Najcudowniejsze buty na świecie... 
 Dobra, na dzisiaj kończę. To i tak więcej, niż myślałam. Na dole podrzucę Wam kilka linków. Do następnego!

WATTPAD!!! KLIK

tumblr  KLIK

ask KLIK


presja otoczenia


  
  Cześć. Już na początku mówię, że to może być dłuuugi post. Dzisiaj chciałabym poruszyć kwestię tego, jak bardzo wpływa na nas otoczenie, szczególnie zmiana środowiska w jakim akurat się znajdujemy. Spróbuję przedstawić to na swoim przypadku.
Przypadkiem najbardziej znanym osobom w naszych wieku jest gimnazjum, gimbaza czy jak to tam nazywacie, ale teraz wszystko zaczyna się już nawet w podstawówce. Przeraża mnie to, jak takie dzieci z może 2-3 klasy zaczynają palić, palą nawet po paczkę dziennie. Może to nie wyobrażalne, ale możliwe. Do tego nawet w tym wieku próbują alkoholu po raz pierwszy. A wszystko to za sprawą otoczenia. Weźmy pod lupę taki przypadek: jest ułożone dziecko, z ułożonej rodziny i idzie sobie do takiej szkoły. Co tam spotyka? Bandę małych rozrabiaków uważających się za wystarczająco dorosłych, aby sięgnąć po używki. Pod ich presją (czyt. wyzwiskami, przemocą) też zaczyna palić, pić czy robić cokolwiek innego. Tak to działa. Gdy kończyłam podstawówkę spotkałam się już z takim idiotyzmem, gdzie osoby z mojej klasy popalały a dzieci z 1-3 prosiły ich o papierosa. Osobiście uważam, że palenie to ogólnie idiotyzm, ale nie o tym teraz rozmawiamy.
  Najgorzej jest wtedy, kiedy za bycie sobą nie jesteś w pewien sposób akceptowany przez rówieśników. I nie chodzi mi tutaj o jakieś gwałtowną różnicę, typu homo czy inny kolor skóry i pochodzenie, nie. Chodzi mi głównie o zachowanie. Sama się na tym przejechałam. Na szczęście w szóstej klasie się tym nie przejmowałam i miałam po prostu dobre oceny. Uczyłam się, nie paliłam, nie piłam. Byłam zwykłym, grzecznym dzieckiem. Niestety po kilku przykrych sytuacjach idąc do gimnazjum udawałam kogoś, kim nie jestem. Już na pierwszych lekcjach dawałam po sobie poznać, że tak naprawdę nie chciałam tam iść. Ciągle powtarzałam, że mam gdzieś oceny i naukę. W podstawówce byłam zakochana w historii, brałam udział w różnorodnych konkursach, a w gimnazjum na pierwszej lekcji powiedziałam, że nie lubię tego przedmiotu i prawdę mówiąc nie uczestniczyłam w lekcji. A wszystko dlatego, że modne wtedy było nie uczenie się. Chciałam wyrobić sobie wizerunek, nie zły, ale dobry. Jednak stało się na odwrót. W drugim półroczu pierwszej klasy zaczęło mi całkiem odwalać, pyskowałam do nauczycieli, udawałam zbuntowaną, a wracając do domu ubolewałam nad tym, jak słabe mam oceny.
  W gimnazjum kształtuje się też nasz charakter. Wpływy z otoczenia mogą znacznie nas wzmocnić, stajemy się silniejsi i bardziej odporni na zaczepki. Może też być na odwrót, że jesteśmy poniżani i w ten sposób znacznie osłabiamy naszą odwagę. Ale najważniejsze to nie dać sobą pomiatać.
  W drugiej klasie zaczęłam powoli rozumieć swoje błędy, ale robiłam dalej to samo co wcześniej, ale jednak mniej dosadnie. Ściślej mówiąc moje oceny sięgnęły dna, lecz nie wyrażałam swoich uczuć już tak bardzo na zewnątrz. Olałam totalnie wszystkie lekcje. 
  Przez wakacje doszłam do wniosku, że jestem idiotką. Udawałam kogoś, kogo nie jestem. Postanowiłam zacząć się uczyć i nie udawać kogoś innego. Jak na razie to mi się udaje, mam w miarę dobre oceny, ale braki z tych dwóch lat robią swoje. Ogarnęłam się w porę, tak myślę. 
  Jeśli idziecie teraz do gimnazjum, bądź jesteście już w tych starszych klasach podstawówki- pamiętajcie: nie bierzcie przykładu z osób, które tak naprawdę nic nie umieją ale kozaczą do innych. Nie są niczego warci. Bądźcie sobą i dążcie do swoich celów. Towarzystwo się kiedyś zmieni, ale wiedza zawsze Wam się przyda. Z każdym rokiem taka presja będzie słabnąć, nie macie się co obawiać. Nawiążę tu do liceum, do którego niedługo wybywam, ale nie boję się do niego iść tak bardzo jak do gimnazjum. Przede wszystkim dlatego, że ludzie są dojrzalsi i nie zwracają takiej uwagi na różnice między nimi. Dorastają, jeśli można to tak określić.
  Dobra, myślę, że nie będę już Was męczyć. Mam strasznie zimne dłonie, nie wiem dlaczego, i źle mi się pisze. Mam nadzieję, że podzielicie się ze mną swoimi spostrzeżeniami. 
Do zobaczenia! :)

BĄDŹCIE SOBĄ!


trochę mnie


witajcie ponownie na koniec tego pięknego dnia! :) piszę ten post z okropnym bólem brzucha nad prawą kością biodrową, nie wiem czym jest spowodowany, ale kłuje niesamowicie. dzisiaj chciałabym się podzielić z Wami jedną z rzeczy, którą szczególnie lubię. mianowicie chodzi o fotografowanie, w sumie nie samo posługiwanie się aparatem, ale późniejsze przeróbki. co prawda zdjęcia poniżej tak bardzo tego nie ukazują, ale spędzam w ten sposób dużo czasu. często przerabiam zdjęcia humorystycznie, ale właśnie takich przeróbek wolę Wam nie pokazywać :D 
no cóż, miłego oglądania, a ja tymczasem spróbuję wpaść na coś, co mogę pokazać Wam w następnych postach ;) być może wykombinuję coś z moimi innymi pasjami, zobaczymy.








i don't wanna go to school, i just wanna break the rules

witajcie! :) dodaję posty z długimi przerwami, masakra. działo się tyle podczas mojej nieobecności, że nie mogę tego zliczyć. najważniejsze jest to, że JESTEŚMY ZŁOCI! płakałam jak dziecko dobrą godzinę, nie mogłam się uspokoić, a emocje nasiliły się na ceremonii. jejku. to jest takie cudowne uczucie. smutne, że to już dwa tygodnie i wszyscy zapomnieli. z drugiej strony to dobrze- sezonowcy odeszli, kibice zostali. zaczyna się plusliga, więc czekają nas kolejne emocje, ale już nie tak intensywne jak podczas mś. teraz co prawda trwają mistrzostwa kobiet, ale to już nie jest tak emocjonujące, przede wszystkim dlatego, że Polska się nie zakwalifikowała.
wczoraj skończyłam pisać próbne egzaminy, 67 procent z historii, 100 z WOS'u. z j. polskiego jeszcze nie wiem, matematyki też. najbardziej boję się tych wszystkich przyrodniczych, bo grałam w totolotka. masakiera!
dobra, kończę. odezwę się później!

gdy jestem nie dostrzegasz

 Ojejku, witajcie po długiej przerwie :) Nie było mnie tu troszeczkę, jakiś tydzień-dwa, wszystko spowodowane szkołą. Następny tydzień mam już cały zawalony sprawdzianami, do tego dochodzą zajęcia dodatkowe, których mam sporo w tym roku, a to dopiero początek roku szkolnego. Musiałam podjąć decyzję w sprawie języka na egzamin- ciągle byłam za angielskim, ale w ostateczności padło na niemiecki. Teraz czekają mnie przygotowania do rozszerzenia, moim nieszczęściem uczyłam się niemieckiego w podstawówce ;_; 

 W czasie mojej nieobecności wiele się nie zdarzyło, pomijając cały ten szum wokół MŚ i tak dalej. Wciąż oglądam poczynania naszej drużyny, aktualnie trwa mecz Polska-Włochy. Wczoraj przegraliśmy 3:1 z USA, ale nie możemy się poddawać- grajmy dalej. Niestety teraz wynik też nie jest zbyt wesoły, przegrywamy 10 do 16... A Włosi grali w pierwszej fazie wyjątkowo słabo. Nie wiem co się dzieje z chłopakami, mam nadzieję, że do końca meczu zdążą się ogarnąć. Dalej trzymam mocno kciuki. 
Od jakiegoś czasu w mojej głowie siedzi pewna piosenka- no dobra, nie od pewnego czasu tylko od premiery. 


 VNM to jeden z trzech raperów, których tak naprawdę jestem skłonna słuchać. Przekonała mnie do niego moja koleżanka dobre kilka lat temu. Marcelina... na początku nie lubiłam jej głosu, ale po przesłuchaniu kilku razy pod rząd Nie będziem płakać z jej udziałem... Naprawdę, mimo tego, że jej barwa jest taka infantylna, jest wspaniała. Do 'Nie szukaj mnie' pasuje idealnie, chociaż spotkała się ze słowami krytyki. No cóż, każdy ma prawo do własnego zdania.

 Mam problem. Nie wiem co zrobić ze szkołą. Zostać tu w liceum, czy iść gdzie indziej. Przez ostatnie wydarzenia dość mocno się zniechęciłam do kontynuowania nauki w tym miejscu. Męczę się strasznie, ale z drugiej strony strasznie boję się nowej szkoły. KURDE. To takie trudne. Szczególnie dlatego, że nie wiem co tak naprawdę chcę robić w przyszłości. Nie mam pojęcia co ze mną będzie. Ale najprawdopodobniej wybuchnie wojna i wszystko pójdzie w pizdu, więc nie wiem po co się martwię, hehe.

 Dobra, będę na dzisiaj kończyć. Trzymajcie się+ odezwę się niedługo :)

Z Nikolcią, huhu.


START A FIRE

Nie ma słów, żeby opisać moje feelsy w tym momencie. Naprawdę.
Jedynie chcę Wam przypomnieć, że o 18:00 obowiązkowo zasiadamy przed telewizorem i włączamy Polsat. Historia rodzi się na naszych oczach.
Tyle wspomnień, rzeczy z tym związanych. A teraz zaczynają się MŚ. Tutaj. W Polsce. Mimo wszystko kocham siatkówkę całym sercem. 
Nawet jeśli nie umiem grać, nie robię wszystkiego perfekcyjnie. Siatkówka to coś więcej niż tylko sport.
DLATEGO...
 W GÓRĘ SERCA, BO POLSKA WYGRA MŚ!!!



biało-czerwone to barwy niezwyciężone!



TOP 5 ŻENAD MODY

Strasznie mi się nudzi, więc ponarzekam trochę na styl ubierania innych ludzi, haha. Naprawdę, musi być ze mną coś nie tak, skoro wstawiam taki gówniany post o 3 w nocy. Zainspirowałam się starym filmikiem Zuźki. No ale przejdźmy do rzeczy, grr. 

1. CZAPKI
Wiem, to idiotyczne, ale strasznie irytują mnie czapki. Nie chodzi mi o noszenie ich zimą bądź sposób jako ochronę przed słońcem. Chodzi mi o noszenie tych cholernych czapek jak worek po ziemniakach bądź 'słeg' fullcap'ów w pomieszczeniach. Nie rozumiem czemu ludzie nie ściągają ich w szkole, tylko siedzą w nich na lekcjach. To moim zdaniem chore. Chyba, że ktoś ma problem z uszami, dobrze. Albo ma po prostu tłuste włosy. Ale istnieje coś takiego jak szampon. No dobra, bo jeszcze mnie zhejtujecie.

2. ŻEL DO WŁOSÓW
Serio? Pewnie zapytacie sami siebie co mi nie pasuje. Odpowiadam Wam już teraz- wieża Eiffla na głowie. To jest po prostu denerwujące, gdy jakiś chłopak napakuje sobie całe opakowanie żelu na włosy. Nie wiem, może chcecie wyglądać jak Ronaldo, czy coś. Ale nie, wyglądacie tak, jakbyście co najmniej przez tydzień się nie myli. Jak już tak stawiacie sobie te włosy, to zróbcie sobie irokeza. To o wiele lepsze rozwiązanie.

3. SPODNIE NA ORANGUTANA
Tego już nie będę komentować XDDDD Rili? Serio? Naprawdę? Opuszczone spodnie na pół dupy... rozwolnienie czy coś? Wtedy zrozumiem, ale żeby tak na co dzień...

4. SPODENKI....
Dobrze. Spodenki się nosi, to normalne. Są dresowe, jeansowe... Można spotkać ich wiele. Jednak kupowanie ich o kilka rozmiarów za małe, żeby sięgały do połowy pośladków... moim zdaniem to idiotycznie wyzywające, naprawdę. Mam wrażenie, że dziewczyna się wtedy się nie szanuje. Może uznacie, że mam ból dupy, bo sama nie mogę takich nosić, ale uwierzcie- wolałabym w ogóle nie wyjść z domu, niż pokazywać pośladki całemu miastu.

5. TUNELE

Znowu mam ból dupy, wiem. Jednak takie małe tuneliki mi się nawet podobają, nie wiem jakie tam są rozmiary, ale taki wielkości dziurki do nosa jest okay. Niestety większy już nie. Brzydzą mnie tunele wielkie jak śliwki, naprawdę. Szczególnie okropnie wyglądają po wyciągnięciu, kiedy ucho zwisa. Fuj. 

__

Wiem, to chore Top 5, ale moje. Możecie uznać mnie za idiotkę, ale przyjmę to z honorem!

xx




WŁOOOSY

Tak jak obiecałam- wstawiam zdjęcie z nową fryzurą :) Nie jestem zadowolona, cholernie tęsknie za tamtą długością. Fryzjerka obcięła mi 10cm za dużo, miałam mieć włosy tak do końca dekoltu. a mam do ramion. Taki hełmik na głowie wyszedł. Mam nadzieję, że szybko odrosną.












Po lewej zdjęcie z lipca 2013, po prawej zrobione tego samego dnia, ale po ścieniowaniu i degażowaniu (to chyba nie jest jedno i to samo).
Przed samym ścięciem miałam dłuższe.









Soł, ta przemiana nie jest najlepsza, ale może pomoże mi w osiągnięciu innych rzeczy. Mimo, że ubolewam nad stratą mojego pięknego owłosienia- biorę się w garść i lecę dalej. Ale na efekty trzeba poczekać.

x

REVOLUTION

  Wybiła północ, czyli nadszedł dzień 21 sierpnia 2014, zwyczajny czwartek w zwyczajnym miesiącu, zwykłego roku, zwykłego stulecia- zwykłego człowieka. To właśnie dziś zaczynam zmieniać swoje życie, od wyglądu po charakter, naprawdę. Zawsze to mówię, jeśli czegoś nagle chcę, ale teraz jestem przepełniona w **** pozytywną energią i nie zamierzam tego zmarnować :) Zaczynam o godzinie 15:00 od ścięcia włosów, kończę za rok, może trochę więcej albo mniej zupełną odmianą. Zamierzam przyłożyć się do nauki, spoważnieć, zacząć myśleć racjonalnie i w miarę dojrzale, a przede wszystkim ruszyć tyłek sprzed tej maszyny do tycia! :D Chwila powątpiewam, ale mam nadzieję, że tym razem dopnę swego i uda mi się dojść do wymarzonego celu. Chcę zmiany o 180 stopni, ale nie takiej, żeby za jakiś czas znowu zmienić się o tyle samo i powrócić do tego co jest teraz. Gdybym nie zakończyła czegoś ważnego w kwietniu- dzisiaj byłabym innym, tym wymarzonym przeze mnie człowiekiem. Dlatego teraz nie mam zamiaru przerywać i się zatrzymywać- o nie. Lecimy do przodu z tym koksem i walczymy o swoje! :)
  Zmiany są ważne, szczególnie jeżeli jest się człowiekiem takim jak ja- który nie lubi czegoś zmieniać, boi się tego. Jednak zmiany na ogół sprawiają, że wszystko staje się lepsze. I nie chodzi tu o jakieś zmienianie ubrań, fryzur. Trzeba zacząć się przełamywać i pokonywać swoje lęki. Właśnie teraz chcę pokonać swój największy lęk- lęk przed moim prawdziwym obliczem :) Boję się pokazać swoją prawdziwą twarz, zachowuję się tak, żeby podpasować się innym, jestem nieśmiała i nie lubię się wychylać. Muszę to zmienić. Od teraz będę się angażować, nawet jeżeli wynikną z tego kłótnie. Płaczę, gdy się denerwuję, gdy ktoś mnie krytykuje, krzyczy na mnie. Tak, płaczę. Jak beksa. Ale pokonam to. Nie mogę być słaba jak spróchniały most. Nie. 
NIE BÓJCIE SIĘ SIEBIE. Naprawdę! Miejcie gdzieś zdanie innych. Przez to ominęło mnie wiele fajnych spraw w życiu, podjęłam decyzje nie w ten sposób co trzeba. Teraz tego żałuję. Nie pozwólcie, żeby ktoś stanął Wam na drodze.
Nawet teraz. 

XOXO

PS: Po południu dodam zdjęcie przemiany, haha xD 

nic

każdy z was miał pewnie kiedyś taki moment, kiedy nie wiedział o czym pisać. mam w głowie wiele pomysłów, ale po chwili wydają się mi być bez sensu i rezygnuję. 
napisałabym co robiłam przez cały tydzień, ale w sumie nie mam co opowiadać. w weekend miałam gości, był grill, oblewanie się wężem. tyle. no i dostałam nowe łóżko do pokoju- w końcu mogę bezpiecznie spać u siebie. siedziałam w domu całe dnie, zwykle przed komputerem. nie, nie zapomniałam o blogu, wchodziłam na niego kilka razy, ale w pewnym momencie wydał mi się być bez sensu. nie wiem co się ze mną dzieje.
mam fazę na problem ariany i sign eda. taka mała odmiana w moim guście muzycznym.
boję się szkoły. ale o tym w innym poście.
już mam tysiąc pomysłów na nowe posty, ale nic z tego wyjdzie. jak na razie żegnam Was i zostawiam z obrazkami. papa. x.



TAG

1. Jak masz na imię?
Paulina :) 

2. Kiedy masz urodziny?
W październiku.
3.Jaka była twoja wymarzona praca w dzieciństwie?

Z tego co pamiętam prawniczka pracująca w zawodzie policjanta dorabiająca po godzinach jako ekspedientka w sklepie spożywczym. 
4. Czy masz chłopaka/ dziewczynę?
Hehe.
5. Jakiej muzyki słuchasz?
Dobrej. Ale każdy dobrą muzykę definiuje inaczej.
6. Czy pracujesz?
Chciałabym :P
7. Czego szukasz w drugiej osobie?
Niczego konkretnego. 
8. Do kogo się zwracasz, gdy jest ci smutno?
Do komputera. Ewentualnie psa.
9. Ulubione jedzenie?
Warzywa :) Pomijając ziemniaki i szpinak, haha.
10. Ulubiona część garderoby?
Skarpetki!
11. Czy masz zwierzątka?
Pozdrawiam.
12. Ulubione miejsce?
Plaża nad Bałtykiem, zdecydowanie :)
13. Czy masz drugie imię?
Niestety nie.
14. Ulubiony przedmiot w szkole?
Jejku, nie wiem. Chyba WOS xD
15. Ulubiony napój?
Zwykła woda. Ewentualnie herbata liptona w puszce, obowiązkowo cytrynowa/zielona.
16. Jaka jest twoja ulubiona piosenka w tym momencie?
Mam jedną jedyną ulubioną piosenkę, nie zmieniła się już od ponad roku i myślę, że nic nie zastąpi jej miejsca. the xx - intro
17. Jakie imiona nadałabyś dzieciom?
O jejku, haha. Nie wiem. To przyjdzie z czasem.
18. Czy uprawiasz jakieś sporty?
Trudno określić, dość często jeżdżę na rowerze. 
19. Ulubiona książka?
No i tu mam pod górkę. Nie wiem co wybrać. Poszłabym na łatwiznę i palnęła 'Kosogłos', ale analizując wszystko w głowie wybieram 'Ćpuna'. 
20. Ulubiony kolor?
Czarny!
21. Ulubione zwierzątko?
Zdecydowanie psy.
22. Ulubione perfumy?
Jakieś takie małe, niebieskie, już się kończą, mama kupiła od studentów pod sklepem. Tak, wiem, jestem specjalistką od perfum, haha.
23. Ulubione święto?
Moje urodziny, biczys.
24. Czy skończyłaś liceum?
Gimba style. 
25. Czy kiedykolwiek byłaś za granicą? Ile razy?
Mimo, że mieszkam prawie że pod granicą, nie byłam nigdy. 
26. Czy mówisz w innych językach?
Mówię w miarę płynnie w jednym, dwa pozostałe tak sobie.
27. Czy masz rodzeństwo?
Przyrodnie.
28. Ulubiony sklep?
Palnęłabym biedronka, ale nie bo powiecie, że wiocha, hahaha. Powiedzmy, że C&A, tak stylowo. 
29. Ulubiona restauracja?
Napoli w Łebie. Chociaż nie wiem, czy można to nazwać restauracją xD
30. Czy lubisz szkołę?
Może być, lepsze to niż siedzenie cały czas przed komputerem. 
31. Ulubiony youtuber?
PODZIĘKUJĘ ZA TO PYTANIE. Cholernie trudny wybór. Moja lista osób, które subskrybuję, jest dłuuuga. Po naradzie z jury wybieram RLM.
32. Ulubiony film?
Strasznie głośno, niesamowicie blisko.
33. Ulubiony program w telewizji?
TLC.
34. PC czy Mac?
Nie mogę na to odpowiedzieć, bo nigdy w życiu nie używałam Mac'a.
35. Jaki masz telefon?
Psujący się.
36. Ile masz wzrostu?
Coś około 175. 


NIE MASZ POMYSŁU I OCHOTY NA PISANIE POSTA - DODAJ TAG XD
POZDRAWIAM XX

refleksyjnie


życie
jak papieros
ktoś je podpali
a na koniec stopa przydepcze

życie
jak papieros
toksyczne 
a zarazem jedyne

życie
jak papieros
został tylko niedopałek
pod ziemią

{my}

some music

czeeeeeeeeeeeeeeeść ]:-) nie chce mi się dzisiaj używać caps lock'a ani shift'a, więc piszę wyłącznie małymi literami. ostatnimi czasy strasznie mi tęskno do starych utworów- no dobra, może nie tak starych. głównie chodzi mi o 4-5 lat wstecz, wiąże się z nimi wiele wspomnień. to czasy kiedy nie byłam aż przywiązana do mocnych brzmień i słuchałam wszystkiego. przybliżę Wam parę utworów (o zgrozo, musiałam włączyć caps'a ;_;)- może coś sobie przypomnicie. 



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

kocham cheryl,  nawet teraz, w tym momencie. uwielbiam jej piosenki. moja ulubiona piosenka to '3 words', ale wolałam dać Wam jej samodzielny utwór :)



hayley! uwielbiam głos tej rudowłosej małpy, kocham piosenki paramore, ale ta, nie związana z jej zespołem jest cudowna. połączenie tych dwóch głosów... boże, to była jedna z piosenek jakie zmuszały mnie do szczeniackich refleksji, haha. 





to jest chyba najbardziej smutna i dołująca swoim rytmem piosenka jaką poznałam kilka lat wstecz. żadne ashley-dwa serca. nie. one republic. jednak za tego mniejszego dzieciaka (wciąż jestem dzieckiem, i know)  miałam jakikolwiek gust, mało wyczuwalny w tamtym okresie, ale jednak był. do dzisiaj kocham OR, nigdy nie przestanę.






większość z was może kojarzyć owl od tej dziewczyny co śpiewa call me maybe, z utworu good life czy time, nie pamiętam. jednak to fireflies zawładnęło moim sercem, posiadam z tą piosenką najpiękniejsze wspomnienia jakie tylko mogła wymarzyć sobie... nie pamiętam ile miałam wtedy lat. w każdym razie to ważna dla mnie piosenka.


VIDEO! jako że bezkompromisowo zakochana jestem w 'papierosie'(jednak nie mogłam go tu wstawić ze względu na warunki jakie sobie postawiłam) nie mogło zabraknąć tu 'belli'. piosenka wyczarowuje uśmiech na mej twarzy bez powodu. mimo upływu lat znam tekst piosenki na pamięć :D


                                                           



teraz możecie mnie powiesić, uznać za pokemona i gimbusiarę, ale wprost nie mogłam przejść obok tej piosenki obojętnie. mimo, że jest bez sensu i wydaje się idiotyczna, kiedyś miałam na nią takie coś... no wiecie. jejku. XDD  







tego już nawet nie będę komentować, haha. każda z nas przeżywałam chyba taki okres, w którym jako dziecko była napalona na jakiegoś gościa. moją ofiarą padł łozo z afromental. przepraszam, ale musiałam.





SASHA! nie, nie sasha grey, tylko strunin. moja ulubiona piosenkarka przez okres kilku tygodni, szkoda, że tak szybko zrobiło się o niej cicho.






na koniec gośka. siła marzeń. tej piosenki nie da się opisać słowami. gdy we wrześniu zeszłego roku odkopałam się do tej piosenki po prostu się poryczałam. do dzisiaj daje mi kopa w ****, nigdy jej nie zdradzę. może to wydać Wam się śmieszne, ale ta piosenka motywuje mnie lepiej niż jakakolwiek bliska mi osoba. 






~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

znaleźliście coś, co pamiętacie ze 'starych czasów'? :) podzielcie się ze mną swoimi wrażeniami, piosenkami, czymkolwiek chcecie. komentarze naprawdę sprawiają, że się uśmiecham, pisanie sama do siebie to zdecydowanie kiepska sprawa. pokażcie, że jesteście. proszę.

xoxo

Gwiazd naszych wina

*SPOILER ALERT*


  Witam Was ponownie, tym razem świeżo po przeczytaniu GNW! :) Ostatnio było głośno o ekranizacji, zaciekawiło mnie, jednak teraz postanowiłam się powstrzymać i najpierw dorwać książkę. Nie nadaję się na jakiegoś recenzenta, recenzanta, recenzistę (jak prawidłowo brzmi to słowo, chyba recenzenta, bo nie ma podkreślenia ;_;), ale postaram się przekazać Wam swoje wrażenia. 
  Siedzę teraz popijając sok pomarańczowy z kostkami lodu i próbując dojść do siebie. Dopadła mnie depresja po książkowa, w sumie mam ją po każdej książce, chyba, że trafię na wyjątkowo denną, chociaż to złe i zbyt okrojone określenie. Pierwsze wrażenie? Wzruszająca, głęboko uderzająca powieść z łatwym do przewidzenia rozwojem wydarzeń. Ale to właśnie jest w niej najlepsze. Mimo, że wszyscy wiemy co stanie się z Augustusem, przeżywamy to równie mocno jak Hazel i jego najbliższa rodzina. Nie muszę chyba informować Was, że uroniłam parę łez przy czytaniu tych paru rozdziałów, bo to raczej normalne. 
Ściślej mówiąc, ale to moim zdaniem, GNW przybliża nas bliżej raka niżeli jakiekolwiek specjalistyczne i medyczne książki na ten temat. Poznajemy go od strony jego nieszczęsnych posiadaczy, co z pewnością ukazuje go w innym świetle. Niekoniecznie tym gorszym. 
  Po przeczytaniu czuję się jak Hazel, która milion razy czytała Cios udręki. Nie wiem, czy Green dopowiedział co nieco o dalszych losach narratorki jak i jej najbliższych. Nie wiem, czy udało jej się jakimś cudem przeżyć jeszcze kilka lat, czy dostała przerzutów, czy umarła, czy jej rodzice byli dalej razem tak jak przyrzekli, czy rodzice Augustusa dalej są razem, co z Issacem, Patrickiem, Kaitlyn. Może coś uda mi się znaleźć, a może będę poszukiwać odpowiedzi jak Hazel Grace. Nie wiem. Czeka na mnie jeszcze film. W książce znalazłam parę fotosów z ekranizacji, nie tak sobie to wyobrażałam, ale powiedzmy, że jest ok. Dam Wam znać, jeśli obejrzę. 
  W każdym razie polecam serdecznie GNW każdemu czytelnikowi poszukującemu opowieści o miłości w chorobie, granatach i filozofach. 

Czytaliście? Jakie są Wasze opinie? Okay?
xoxo 

magic in the air





  Witajcie moi mili wakacjowicze! =) Jak mija Wam lipiec? Mi całkiem fajnie.
 Tak jak pisałam wcześniej byłam w Olsztynie- całe dwa tygodnie w mieście to nie dla mnie, brakowało mi mojego spokojnego zadupia c: Ciocia zaproponowała mi wyjazd nad morze, zgodziłam się. Zastanawiałyśmy się gdzie pojechać, aż w końcu wypadło na Łebę, czyli miejsce, które odwiedziłam już trzeci rok z rzędu. Uwielbiam te miasto, posiada swój urok, nawet campingi je posiadają :D Wyjechaliśmy w poniedziałek po trzeciej, dojechaliśmy po ósmej. Do dziewiątej szukaliśmy miejsc na campingach, jak już jakieś wynaleźliśmy to standardowo trzeba było rozbić namiot. Potem poszliśmy na plażę, wróciliśmy, przestawiliśmy namiot w cień, bo akurat ktoś wyjeżdżał- uwierzcie, powrót z plaży a potem siedzenie w nagrzanym namiocie nie jest ok. Wieczorem mieliśmy iść na miasto, jednak trochę mi się przysnęło (spałam 16 godzin o.o) i ciocia z wujaszkiem odbyli samotną wyprawę. Następny dzień minął podobnie, jednak wtedy już wybyłam z namiotu i udałam się z razem z nimi. Zjedliśmy przepysznego dorsza, a potem poszliśmy na lody o smaku kinder bueno- miazga :D Około 21 chciałam iść na plażę poczytać książkę w SAMOTNOŚCI, ale ciocia kazała iść wujkowi ze mną wskutek czego z mojego planu nici. Przedostatniego dnia chcieliśmy iść do oceanarium, jednak ceny biletów odesłały nas do labiryntu. Ciocia z wujkiem weszli, a ja wróciłam na camping dokończyć książkę (Danielle Steel - Przyjaciele na zawsze, polecam z całego serduszka). Po południu udaliśmy się na plażę. Ostatniego dnia tych pamiętnych wakacji... rano poszliśmy na plażę, a wieczorem jak zawsze zwiedziliśmy trochę miasta. Miałam to szczęście, że stojąc w kolejce po shake'a znajdowałam się pod Vegas Club, pod który akurat podjechał Ptyś i Mała Anka z WS. Bardziej zaciekawiona byłam Kubą, który jednak na żywo nie ma tak wielkiego łapska haha. Potem spotkaliśmy się z ciocią i wujkiem w porcie, zachodząc do wesołego miasteczka. Odważyłam się wejść na extreme- w sumie nic takiego, pomijając to, że gdy już znajdziesz się w górze, wisisz w powietrzu. Ale to nic :P 
Podsumowując- te trzy tygodnie minęły w dość miłej atmosferze, ale zawsze mogły by być lepsze. Najbardziej zadowolona jestem z zakupów przed wyjazdem na morze, podczas których zakupiłam aż cztery książki, jedną już przeczytałam, zostały trzy, więc idę się za nie niedługo zabrać.
 Jeżeli chodzi o Łebę- polecam Wam to miejsce strasznie, ale to strasznie. Jest naprawdę wspaniale. Jedyne co mnie denerwuje, to to, że dzień w dzień ulicami jeździ auto, wykrzykujące Zabawa, Zabawa... Wesołe miasteczko przy kanale portowym w Łebie..., taki mini autobusik z dachem, na który wchodzą młode dziewczyny i kręcą pośladkami- ma to na celu zaproszenie turystów do jakiegoś tam klubu, oraz dostawczak reklamujący piwo Łebskie. Wszystko to stwarza niepowtarzalny hałas... No i jeśli udajecie się na camping, uważajcie na sąsiadów. Ja musiałam o godzinie drugiej nad ranem wysłuchiwać opowieści o żelach intymnych i kulkach analnych. 
 W sumie to chyba tyle. Zostawiam Was z paroma fotkami. Do usłyszenia! :)

PS: Zapomniałam dodać, że woda była wprost lodowata, miała zaledwie 11 stopni. Trafiliśmy na upwelling. Ale pomyślałam, że co to za wakacje nad morzem bez zamoczenia tyłka, więc nie zważając na ból pływałam sobie. Na szczęście z każdym dniem woda robiła się cieplejsza, więc ostatniego dnia nie kąpałam się samotnie.

serduszko















nieobecność

witajcie! od razu po założeniu kolejnego bloga, tak jak zapowiadałam, spadła aktywność, ale tym razem ma ona swój powód. nie ma mnie w domu i czas spędzam głównie poza internetem. siedzę właśnie w małym pokoju u cioci w niepięknym mieście, jakim jest olsztyn. *olsztyn kocham
pozdrowienia z wakacji, po powrocie postaram się wszystko nadrobić!
marshugs <30