presja otoczenia


  
  Cześć. Już na początku mówię, że to może być dłuuugi post. Dzisiaj chciałabym poruszyć kwestię tego, jak bardzo wpływa na nas otoczenie, szczególnie zmiana środowiska w jakim akurat się znajdujemy. Spróbuję przedstawić to na swoim przypadku.
Przypadkiem najbardziej znanym osobom w naszych wieku jest gimnazjum, gimbaza czy jak to tam nazywacie, ale teraz wszystko zaczyna się już nawet w podstawówce. Przeraża mnie to, jak takie dzieci z może 2-3 klasy zaczynają palić, palą nawet po paczkę dziennie. Może to nie wyobrażalne, ale możliwe. Do tego nawet w tym wieku próbują alkoholu po raz pierwszy. A wszystko to za sprawą otoczenia. Weźmy pod lupę taki przypadek: jest ułożone dziecko, z ułożonej rodziny i idzie sobie do takiej szkoły. Co tam spotyka? Bandę małych rozrabiaków uważających się za wystarczająco dorosłych, aby sięgnąć po używki. Pod ich presją (czyt. wyzwiskami, przemocą) też zaczyna palić, pić czy robić cokolwiek innego. Tak to działa. Gdy kończyłam podstawówkę spotkałam się już z takim idiotyzmem, gdzie osoby z mojej klasy popalały a dzieci z 1-3 prosiły ich o papierosa. Osobiście uważam, że palenie to ogólnie idiotyzm, ale nie o tym teraz rozmawiamy.
  Najgorzej jest wtedy, kiedy za bycie sobą nie jesteś w pewien sposób akceptowany przez rówieśników. I nie chodzi mi tutaj o jakieś gwałtowną różnicę, typu homo czy inny kolor skóry i pochodzenie, nie. Chodzi mi głównie o zachowanie. Sama się na tym przejechałam. Na szczęście w szóstej klasie się tym nie przejmowałam i miałam po prostu dobre oceny. Uczyłam się, nie paliłam, nie piłam. Byłam zwykłym, grzecznym dzieckiem. Niestety po kilku przykrych sytuacjach idąc do gimnazjum udawałam kogoś, kim nie jestem. Już na pierwszych lekcjach dawałam po sobie poznać, że tak naprawdę nie chciałam tam iść. Ciągle powtarzałam, że mam gdzieś oceny i naukę. W podstawówce byłam zakochana w historii, brałam udział w różnorodnych konkursach, a w gimnazjum na pierwszej lekcji powiedziałam, że nie lubię tego przedmiotu i prawdę mówiąc nie uczestniczyłam w lekcji. A wszystko dlatego, że modne wtedy było nie uczenie się. Chciałam wyrobić sobie wizerunek, nie zły, ale dobry. Jednak stało się na odwrót. W drugim półroczu pierwszej klasy zaczęło mi całkiem odwalać, pyskowałam do nauczycieli, udawałam zbuntowaną, a wracając do domu ubolewałam nad tym, jak słabe mam oceny.
  W gimnazjum kształtuje się też nasz charakter. Wpływy z otoczenia mogą znacznie nas wzmocnić, stajemy się silniejsi i bardziej odporni na zaczepki. Może też być na odwrót, że jesteśmy poniżani i w ten sposób znacznie osłabiamy naszą odwagę. Ale najważniejsze to nie dać sobą pomiatać.
  W drugiej klasie zaczęłam powoli rozumieć swoje błędy, ale robiłam dalej to samo co wcześniej, ale jednak mniej dosadnie. Ściślej mówiąc moje oceny sięgnęły dna, lecz nie wyrażałam swoich uczuć już tak bardzo na zewnątrz. Olałam totalnie wszystkie lekcje. 
  Przez wakacje doszłam do wniosku, że jestem idiotką. Udawałam kogoś, kogo nie jestem. Postanowiłam zacząć się uczyć i nie udawać kogoś innego. Jak na razie to mi się udaje, mam w miarę dobre oceny, ale braki z tych dwóch lat robią swoje. Ogarnęłam się w porę, tak myślę. 
  Jeśli idziecie teraz do gimnazjum, bądź jesteście już w tych starszych klasach podstawówki- pamiętajcie: nie bierzcie przykładu z osób, które tak naprawdę nic nie umieją ale kozaczą do innych. Nie są niczego warci. Bądźcie sobą i dążcie do swoich celów. Towarzystwo się kiedyś zmieni, ale wiedza zawsze Wam się przyda. Z każdym rokiem taka presja będzie słabnąć, nie macie się co obawiać. Nawiążę tu do liceum, do którego niedługo wybywam, ale nie boję się do niego iść tak bardzo jak do gimnazjum. Przede wszystkim dlatego, że ludzie są dojrzalsi i nie zwracają takiej uwagi na różnice między nimi. Dorastają, jeśli można to tak określić.
  Dobra, myślę, że nie będę już Was męczyć. Mam strasznie zimne dłonie, nie wiem dlaczego, i źle mi się pisze. Mam nadzieję, że podzielicie się ze mną swoimi spostrzeżeniami. 
Do zobaczenia! :)

BĄDŹCIE SOBĄ!


1 komentarz:

  1. Całkowicie zgadzam się z tym co napisałaś. Gimnazjum to istna mieszanka wybuchowa która potrafi nieźle namotać w głowie młodzieży. Na całe szczęście ja nigdy nie miałam takich problemow dzięki mojemu silnemu charakterowi i własnemu zdaniu. Nie ma najmniejszego sensu w byciu kimś, kim się nie jest, oby wszyscy o tym pamiętali. Bardzo mi się podoba styl Twojego pisania, z pewnością jeszcze tu zajrzę :)

    pozdrawiam cieplutko, flashezz.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń