Witajcie! Nie pisałam wczoraj, bo znowu mi się nie chciało. Przyznaję bez bicia, haha.
Pisałam sprawdzian ze wzorów- jestem zadowolona! Uczyłam się od 22:40 do 1! Pobiłam chyba rekord, od dawna na niczym mi tak nie zależało :D Jednak opłacało się, zrobiłam w sumie jeden błąd, bo zapomniałam dopisać kwadrat w jednostce przyspieszenia, no i chyba źle rozpisałam wat.Ale mimo wszystko udało mi się, pierwszą część zaliczyłam- mam nadzieję, że dostanę 5, ewentualnie 4. W następną środę kolejna część, a potem konkurs z wosu. W zasadzie nie wiem czy się uczyć, czy nie, bo bardziej zaczęło zależeć mi teraz na niemieckim. Gdybym zdobyła te 75% to nie musiałabym pisać egzaminów, więc z nauką byłoby mi łatwiej i mogłabym się skupić bardziej na innych przedmiotach. A tak to mam niemieckiego w tygodniu aż zanadto. Ciężkie życie.
Nawiązując do tematu- ostatnio w biedronce zauważyłam repetytorium z niemieckiego, więc dzisiaj chciałam iść i je zakupić, ale niestety już go nie było. Kupiłam zatem jedną książkę, którą chciałam już od dawna i drugą całkiem spontaniczne. Pierwsza to "Bóg nigdy nie mruga" Reginy Brett. Słyszałam tylko o "Jesteś cudem", ale ta książka też mnie zaciekawiła. Na pierwszy rzut oka zapowiada się pozytywnie, może coś z niej wyniosę.
Druga natomiast to w sumie nie książka... Było mnóstwo "Zniszcz ten dziennik", ale stało się to tak oklepane, że odechciało mi się kupić. Moją uwagę przykuła jednak 'To nie książka". Jest ona chyba bardziej stworzona w celach artystycznych, niżeli destrukcyjnych, więc bardziej mi odpowiada. Nie planowałam jej zakupu, więc mam nadzieję, że się nie zawiodę.
Chciałam też kupić płyty One Republic i Lany, ale w ostatniej chwili się powstrzymałam, bo jest tam ten denerwujący slogan 'zagraniczna płyta, polska cena'. Całkiem psuje cały design okładek. Lipa jednym słowem.
Nie wiem czy wspominałam... ale chyba nie. Byłam wczoraj w kościele na środzie popielcowej, tak po prostu udałam się tam z kolegą i koleżanką w czasie lekcji. Uratowaliśmy w ten sposób klasę od jedynek ze sprawdzianu- został przesunięty, bo zbyt dużo osób było nieobecnych :) Na nieszczęście piszemy go jutro, ale nie chce mi się uczyć. Wracając do tematu. Nie zmieniałam butów, w szkole noszę zwykłe trampki a poza glany, zmieniam je przed lekcjami. Postanowiłam akurat wtedy ich nie zmieniać, no bo po co. Przeszłam pół miasta- nic. Ale w kościele moje stopy cierpiały, podłoga była tak lodowata, że szkoda słów. Cała guma przemarzła, haha. Teraz żałuję za swoje grzechy, dosłownie xD Siedzę z zatkanym nosem i potwornym bólem gardła. Nie wiem czy iść jutro do szkoły, strasznie nie lubię zostawać w domu, kiedy wszyscy inni normalnie siedzą na lekcjach- czuję, że coś mnie omija. Jestem dziwna.
Dobra, nie wiem co więcej mogę napisać. Chyba nic więcej się nie wydarzyło.
W takim razie do następnego!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz